wtorek, 27 września 2016

THE EASIEST AND THE YUMMIEST DINNER RECIPE

Mój małżonek (trochę już go z opowieści znacie) podchodzi bardzo sceptycznie do "mniej tradycyjnych" produktów i dań. Jego definicja słowa "weganizm" jest dość dosadna, a na słowa typu "spirulina", czy właśnie "komosa", reaguje wywracaniem oczu i pobłażliwym uśmieszkiem. Ale co by tu o moim mięsożercy nie mówić, zawsze spróbuje mojego wynalazku i nawet jeśli będzie to danie bez mięsa, bez jajek, bez mleka, "bez smaku" jak on to mówi, to gdy mu posmakuje, rzeczywiście potrafi pochwalić. Sam się pewnie przy tym dziwi, ale jednak ! 
Trafiłam ostatnio na okazję - duże opakowanie komosy ryżowej stało przecenione, pyszniło się w jarzeniowym świetle sklepowej alejki. Chwyciłam chciwie zdobycz i popędziłam do kasy. Zrobiłam ją tego samego dnia na obiad. Podając P. jego talerz (z kawałkiem kurczaka z boku) spodziewałam się stosownego komentarza.. Popatrzył sceptycznie na danie i zapytał:
- A co to ?
- Komosa ryżowa.
- A tak po polsku ?
- Po polsku to komosa ryżowa.
- Aha.... Czyli co to jest ?
- To taka roślinka. Jemy ją jako "kaszę" lub "ryż", są też z niej mąki.
- Aha... Czyli znowu jakiś wynalazek, tak ?
- Jedz nie gadaj.
- A dlaczego tak dziwnie wygląda ?
- Bo jest przeterminowana i w połowie zjedzona przez robale.
- To po co mi to dajesz ?
- Żeby było zabawnie.
Chwilę dziubał w talerzu widelcem, po czym zapytał:
- Naprawdę to jakiś ferment, czy wszystko jest ok ?
- Dobre to, dobre. Jedz wreszcie !
Oczywiście mój P. nie byłby sobą, gdyby nie poczytał co dziwnego zjadł. Udobruchała go informacja o tym, że tę roślinę uprawiali Inkowie (ach ten umysł inżyniera - poszukuje poszukuje i poszukuje). Gdy siedziałam nad pracą na tym wpisem, zajrzał mi przez ramię, powiedział "O, to to coś dziwnego, co jedliśmy ostatnio ? Dobre to było. Nawet bardzo dobre." I w tym momencie to ja przewróciłam oczami i pobłażliwie się uśmiechnęłam. Gdy zastanawiałam się jak nazwać danie, P. podsunął mi pomysł i tak oto strasznie długa nazwa mi wyszła...

"DANIE Z DZIWNEJ ROŚLINY, KTÓRĄ JEDLI INDIANIE, A MOJA ŻONA ZAPOMNIAŁA, ŻE TO NIE AMERYKA POŁUDNIOWA TYLKO POLSKA I NIE ZASERWOWAŁA MI SCHABOWEGO":
1 szklanka ugotowanej komosy ryżowej
pół awokado
pół pomidora
2 łyżki grillowanej kukurydzy
1 łyżka posiekanego szczypiorku
1 łyżeczka nasion chia
1 łyżeczka nasion sezamu
1/3 cebuli pokrojonej w piórka
3 łyżki octu z czerwonego wina
sól, pieprz

Opcjonalnie: pieczone lub smażone mięso z podudzia kurczaka


Cebulę zalać octem, posolić i docisnąć widelcem do dna miseczki, tak aby pokrył ją ocet.
Komosę ryżową ugotować zgodnie z tym, co napisane jest na opakowaniu. Kukurydzę ugotować - 10 minut w osolonej wodzie, a następnie podsmażyć kolbę na maśle na patelni grillowej. Skroić dużym nożem ziarenka kukurydzy.
Kurczaka posolić i popieprzyć i usmażyć na patelni na złoty kolor. 
Komosę ryżową rozłożyć na talerzu, a na niej ułożyć resztę składników. Pokrojone awokado, pomidora, kurczaka. Posypać szczypiorkiem, kukurydzą, prażonymi pestkami słonecznika, nasionami chia i sezamu. Na koniec rozłożyć na wierzchu cebulę.
Danie wyszło pyszne, mocno warzywne i pełne smaków. Zrobiłam wszystkiego trochę więcej, popakowałam składniki w pojemniki i następnego dnia zmieszałam wszystko jeszcze raz i zapakowałam P. do lunchboxu.


Paulina.

piątek, 23 września 2016

AVOKADO FETA AND NIGELLA SEEDS SALAD - green & pink

Dziś przepis śmiesznie prosty, ale jak to z takimi przepisami bywa - jest przepyszny. Bo niby jest tu dużo awokado, które w smaku jest raczej neutralne, ale mamy tu tyle innych wyrazistych składników ! Widząc, jak przygotowuje tę sałatkę Nigella Lawson w jednym z odcinków "Simply Nigella", pomyślałam "To się chyba nie może udać." Mamy tu słoną fetę, kwaśną i ostrą cebulę oraz charakterystyczną czarnuszkę. Niby cztery składniki, ale czy wszystko to razem nie jest przekombinowane ? Spróbowałam i wiecie co ? Jest pysznie i jakoś tak w sam raz !

ZIELONO-RÓŻOWA  SAŁATKA
Składniki na 1 porcję:
1 awokado
1/4 opakowania fety
1/3 średniej czerwonej cebuli
6 łyżek czerwonego octu
pół łyżeczki czarnuszki

Cebulę pokroić w piórka, zalać octem, oprószyć solą i dobrze wymieszać. Po godzinie relisz jest gotowy.
Awokado pokroić w piórka, a fetę pokruszyć. Dodać cebulę i posypać czarnuszką.

Paulina.

wtorek, 20 września 2016

CREAMY CHANTERELLE MUSHROOM SOUP - KREM Z KUREK

Chyba mamy już jesień - wreszcie zrobiło się chłodniej, ale słonecznie. A gdy temperatura spada trzeba się jakoś rozgrzać po przyjściu do domu. Generalnie nigdy nie przepadałam za zupami, jednak od jakiegoś czasu to właśnie na nie mam ochotę. Ponieważ można jeszcze znaleźć w sklepach kurki, postanowiłam przecenione opakowanie wykorzystać na zupę. Wyszła pyszna - gęsta, aromatyczna i kolorowa :)


KREM Z KUREK:
1 duża marchewka - pokrojona na grubsze plastry
1 duża cebula - pokrojona w piórka
150 g oczyszczonych i umytych kurek + kilka sztuk do dekoracji na talerzu
2 szkl. wody lub bulionu + dodatkowe pół do jednej szkl., którą trzeba będzie dodać do zupy po jej zmiksowaniu
1 łyżka suszonej pietruszki + szczypta,  którą potrzeba będzie do dekoracji
1 łyżka jogurtu naturalnego lub słodkiej śmietanki
1/3 płaskiej łyżeczki soli
1/3 płaskiej łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
szczypta cukru lub innego słodzika

Marchew i cebulę pokroić i ugotować w 2 szkl. wody/bulionu. Gdy marchew zacznie mięknąć (po około 15 minutach od zagotowania), dodać grzyby i pietruszkę.Gotować jeszcze 2-3 minuty, po czym odstawić z ognia i zmiksować ręcznym blenderem. Masa będzie na pewno za gęsta, wiec możemy do niej dodać dodatkową ilość bulionu (pół lub jedną szklankę, w zależności jak gęstą lubicie zupę). Doprawić solą, pieprzem i odrobiną cukru i ponownie zagotować. 
Na talerzu podlać śmietanką i udekorować dodatkową porcją natki oraz kurkami.




A jeśli wyszło wam tej zupy dużo za dużo, zawsze możecie odłożyć 1 chochelkę do miseczki i wykorzystać jako krem do smarowania na kanapki. tylko pamiętajcie, aby zrobić to zaraz po zmiksowaniu, ale przed dodaniem do niej dodatkowej porcji bulionu. Wtedy będzie idealnie gęsta :)


Paulina.

piątek, 16 września 2016

SNACK TO GO - część 2

Kulki energetyczne to jedna z lepszych przekąsek. Po pierwsze są zdrowe, bo zawierają naturalny cukier. Po drugie - no właśnie, są słodkie ! A po trzecie - małe, takie w sam raz na raz. Lubię robić je zamiennie z batonikami zbożowymi lub proteinowymi. Przygotowanie ich nie zajmuje wiele czasu, więc spokojnie można je zrobić w niedziele wieczorem. W poniedziałek będą w sam raz gotowe i schłodzone, aby zapakować je do lunchbox'a. Bo jak podjadać, to zdrowo !

KULKI ENERGETYCZNE:
Zblendować, a nastepnie uformować w dłoniach kulki z masy:
150 g daktyli
4 łyżki prażonego na suchej patelni słonecznika
1 łyżka mielonego siemienia lnianego



Paulina.

poniedziałek, 12 września 2016

LBA - czyli pytania i odpowiedzi

Zostałam ostatnio zaproszona przez Wiolettę Kosek do wzięcia udziału w LBA. Dziękuję za tę możliwość i przedstawiam poniżej moje odpowiedzi na zadane przez nią pytania:

  • Czym się kierujesz w życiu?
Rozumem, choć wiadomo, że bywa różnie i czasem górę bierze serce.

  • Jaki jest Twój najbardziej pamiętny smak dzieciństwa?
Placki na serku homogenizowanym i do tego kompot wiśniowy - to była moja ulubiona wakacyjna kolacja, którą robiła mi babcia :)

  • Czy odnalazłeś/aś już w swoim życiu pasję i jeśli tak, to jaką?
Pisanie, gotowanie i od niedawna kodowanie.

  • Jaka jest Twoja ulubiona książka i dlaczego?
Pytanie jest zbyt trudne ! Nie mam ulubionej, mam wiele książek, do których często wracam. 

  • Gdybyś wiedział/a, że zostało Ci pół roku życia, co byś się zdecydował/a zrobić, czego dokonać?
To proste - zwiedzić jak najwięcej i zrobić te wszystkie szalone rzeczy, na które mam ochotę od dawna, ale trochę się boję wcielić je w życie - jak tatuaż, skok ze spadochronem, czy skok na bungie.

  • Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje i dlaczego?
Nie mam takiej jednej osoby. Generalnie staram się nie skupiać nigdy na jednym człowieku, ale jeśli już mówimy o grupie osób, które mnie inspirują, potrafią do czegoś zmotywować, czy ze zdaniem których się liczę, to jest to rodzina i przyjaciele, czyli osoby najbliższe.

  • Co najbardziej cenisz w drugim człowieku?
Szczerość (nie cierpię gier typu "tu się uśmiecham, a tam Ci obrabiam pupę), dobroć i wierność.

  • Z jakiej rzeczy w sobie lub tego co dokonałeś/aś, jesteś najbardziej dumny/a?
Z tym zachwalaniem samej siebie jest u mnie ciężko. Jeszcze kilka miesięcy temu odpowiedziałabym zapewne, że jestem dumna, bo skończyłam takie i takie studia, bo znam tyle, a tyle języków i staram się każdego dnia pracować nad tym, aby nie być narzekającą kwoką i doceniać każdy dzień. Ale tak naprawdę nie wiedziałabym wtedy o czym mówię. Bo teraz jestem dumna z tego, że zostałam mamą. Może to banalne, ale jednak prawdziwe, bo nic tak nie zmienia życia, spojrzenia na świat i samego siebie jako człowieka jak dziecko. Koniec kropka.

  • Dlaczego założyłeś/aś bloga i co Ci daje jego prowadzenie?
Bloga założyłam, aby nauczyć się wytrwałości w pisaniu. Miałam problem ze skończeniem czegoś, co zaczynałam pisać (krótsze i dłuższe formy) i mój P. zaproponował, abym pisała w sieci. Niekoniecznie musiały to być te moje opowiadania, ale ogólnie coś, co będzie mnie zmuszało do systematyczności. Padło na bloga, a wybrałam gotowanie, bo akurat w tamtym momencie zaczęłam sobie kucharzyć i bardzo to polubiłam. I tak, niechcący, zaczęłam wprowadzać do sieci Rudą maniaczkę kulinarną. 
Blog daje mi frajdę - właściwie coraz większą. Staram się go rozwijać, dzięki niemu nie tylko nauczyłam się tej systematyczności, ale i rozwinęłam jeszcze bardziej umiejętności kulinarne (bo czyż odwiedzający, ich komentarze i pytania nie dają ku temu motywacji?), nauczyłam się robić trochę lepsze zdjęcia, trochę je obrabiać, a od niedawna majstruję przy kodzie HTML strony, co też jest dla mnie niezłą lekcją, tym bardziej, że zaczęłam się uczyć programowania.

  • Kot czy pies? :)
Zdecydowanie kot ! Mam taką jedną futrzaną zarazę w domu i nie potrafię sobie wyobrazić, aby jej nie było.

Paulina.

czwartek, 8 września 2016

PORANNY ROZRUCH - część 9

U was też wrzesień jest taki gorący ? Żar leje się dosłownie z nieba ! A skoro jest tak gorąco, posiłki są znacznie lżejsze - na przykład takie śniadanie... Ostatnio mam same lekkie i owocowe, jak ta śniadaniowa micha:

SEZONOWA MICHA ŚNIADANIOWA
1/4 szkl. płatków orkiszowych
1/4 szkl. płatków jaglanych
1/4 szkl. płatków ryżowych
3/4 szkl. mleka lub mleka roślinnego
2 łyżki syropu z agawy

Przybranie:
garść malin
1 brzoskwinia
garść czarnych porzeczek (mrożonych)
1 łyżka nasion chia
1 łyżka prażonego na suchej patelni sezamu
1 łyżka posiekanej gorzkiej czekolady

Płatki zalać gorącym mlekiem i wymieszać z syropem. Na koniec przybrać owocami i ziarnami.

Paulina.

poniedziałek, 5 września 2016

SNACK TO GO - część 1

Lubię robić energetyczne przekąski na wynos. Zawsze w niedzielę po południu staram się coś wykombinować, aby potem w ciągu tygodnia mieć zapas takich domowych pyszności. Najczęściej są to właśnie batoniki złożowe. Dlaczego ? Z prostej przyczyny - można je zrobić praktycznie ze wszystkiego, są proste, zawsze wychodzą i są wydajne. Ja zazwyczaj wrzucam do miski co popadnie, robię do tego jakieś owocowe purée, które zlepiłoby całość, zapiekam i mam kilkanaście sztuk zdrowych łakoci. P. dostaje po jednym każdego dnia do lunchboxu, a ja chętnie zabieram takie batoniki na spacery z Z.

BREAKFAST TO GO BARS:
3/4 cup of spelt flakes
0,5 cup of corn flakes
3 tablespoons of pumpkin seeds roasted on frying pan

150 g of dates
1/3 cup of water

Preheat the oven to 190 Celsius degrees.
Boil the dates in 1/3 cup of water and after 5 minutes, remove from the heat. The dates should be soft and you can easily mush them with a fork.
In a bowl, mix the two kinds of cereal and pumpkin seeds and pour it all with dates purée. Mix well with a fork.
Put the mixture into a baking mold (7cm x 20cm), press with a fork and smooth. Put in the preheated oven for about 15-20 minutes, or until golden brown.
After cooling, cut into rectangles.

Store in a dry container in a cool place for about a week.


BATONIKI ŚNIADANIOWE NA WYNOS:
3/4 szkl. płatków orkiszowych
pół szkl. płatków kukurydzianych
3 łyżki podprażonych na suchej patelni pestek dyni

150  g daktyli
1/3 szkl. wody


Nagrzać piekarnik do 190 stopni.
Daktyle zagotować w 1/3 szkl. wody i po 5 minutach zdjąć z gazu. Powinny być miękkie, bez problemu dadzą rozdrobnić się widelcem na papkę. 
W misce wymieszać dwa rodzaje płatków oraz pestki dyni i zalać to wszystko daktylowym purée. Dobrze wymieszać widelcem, tak, aby purée oblepiło suche składniki. 
Masę na batoniki przełożyć do jednorazowej formy keksowej (7cm x 20cm), docisnąć widelcem i wygładzić. Wstawić do nagrzanego piekarnika na około 15-20 minut, czyli do momentu, aż masa się zarumieni.
Po ostudzeniu, pokroić na prostokąty.
Przechowywać w suchym pojemniku, w chłodnym miejscu do około tygodnia.



































Paulina.