Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DANIA KTÓRE LECZĄ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DANIA KTÓRE LECZĄ. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

JESIENNE UMILACZE - krem z batatów / SWEET POTATO CREAM SOUP

Co prawda jeszcze nie mamy kalendarzowej jesieni, ale pogoda jest iście wrześniowa. Więcej jest wiatru i deszczu, niż słońca, dlatego najchętniej zaszyłabym się na kanapie pod kocem z dobrą książką i czymś pysznym do jedzenia na stoliku obok. A gdy pogoda nie sprzyja, lubię pocieszać się czymś dobrym. Niniejszym postem, otwieram nowy cykl UMILACZY na blogu. "Umilacze sezonowe", czyli takie dania, które poprawiają nam nastrój w nieciekawą pogodę i są zrobione ze składników dostępnych w określonym sezonie. Zaczynamy od jesiennych, ponieważ lato jest już na wylocie i umówmy się, zbyt ładne to ono w tym roku nie jest. Jako pierwszy umilacz, prezentuję przepis na pyszny krem z batatów. Rozgrzał mnie i poprawił humor po spacerze z Z., na którym złapał nas lodowaty deszcz z gradem - miska pocieszającej zupy jak najbardziej się tu sprawdziła. 


KREM Z BATATÓW:
Ugotować:
1 duży batat - pokrojony w kostkę
3 średnie ziemniaki - pokrojone w kostkę
pół dużej cebuli
1 mały korzeń pietruszki
1 łyżka łodyżek świeżej natki pietruszki
3 szkl. wody lub bulionu
sól, pieprz do smaku
1 mały ząbek czosnku lub pół łyżeczki czosnku granulowanego

Batata, ziemniaki, cebulę i pietruszkę wrzucić do gotującego się bulionu. Gotować 15-20 minut, po czym zblendować na gładki krem. Dodać sól, pieprz i granulowany czosnek do smaku. Gdyby zupa była za gęsta, dolać jeszcze trochę bulionu lub wody.
Do porcji na talerzu dodałam łyżkę ugotowanej ciecierzycy, kilka listków świeżej bazylii i skropiłam oliwą z oliwek.


Travis "Big chair":

Paulina.

piątek, 8 kwietnia 2016

AROMATIC STEW FOR RAVENOUS ! - Aromatyczny gulasz dla wygłodniałych


Niby jest ciepło i widać, że wiosna już się zaczęła, to jednak ostatnio potrzebuję samych pokrzepiajacych potraw. Nie dość, że do garnka wrzucam na potęgę warzywa, to jeszcze nie mogę się nasycić dobrą mieszanką przypraw - najlepiej taką świeżo ugniecioną w moździerzu. Szaleję za ziarnami kolendry i ich cytrusowym aromatem (przyznam się, że nawet bardziej niż za natką kolendry) i lubią nią nacierać mięsa, dodawać do pulpecików, grillowany warzyw, czy, tak jak w tym tygodniu, do gulaszu. Ale nie jest to przepis na taki zwykły gulasz, tylko trochę taki bardziej orientalny - właśnie ze względu na dobór przypraw. Rozgrzewa, uwodzi nosy i podniebienia, a co najważniejsze, wywołuje ogromny uśmiech na twarzy :) Takie dania, z cyklu pokrzepiającyh, uwielbiam najbardziej. 

AROMATYCZNY GULASZ DLA WYGŁODNIAŁYCH:
Aromatyczna baza ugnieciona w moździerzu:
1 łyżeczka nasion kolendry
1 łyżka sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
1/3 - pół łyżeczki sproszkowanej chili
1 łyżeczka nasion kminu
pół łyżeczki nasion czarnego pieprzu

Warzywa:
1 duży bakłażan - pokrojony w plastry
1 duża cukinia - pokrojona w kostkę
1 czerwona cebula - pokrojona w kostkę 
1 biała cebula - pokrojona w kostkę
1 szkl. ugotowanej ciecierzycy
3 łodygi selera naciowego - pokrojony w kostkę
2 szkl. bulionu (rodzaj zależy od was, może byc też zwykła woda, byle by była gorąca)
1 szkl. soku pomidorowego
pół posiekanej papryczki chili
3 ząbki czosnku - posiekane lub zmiażdżone
250 g pomidorków koktajlowych - całe
2 łyżki posiekanego szczypiorku
2 łyżki posiekanej świeżej kolendry
2 łyżki posiekanej natki pietruszki

sól, pieprz


1. Zanim wrzucimy warzywa, w dużym garnku, który nie przypala, rozgrzewamy 3 łyżki oliwy. Gdy tłuszcz będzie już gorący, wrzucamy mieszankę przypraw i chwilę ją podsmażamy. Nastepnie dodajemy cukinię, seler i ciecierzycę. Podsmażamy 2 minuty, po czym dodajemy cebule. Po kolejnych dwóch minutach, dorzucamy bakłażana. Ponieważ wchłania on wszystko jak gąbka, nie smażymy go długo, tylko zalewamy warzywa bulionem oraz sokiem pomidorowym. Dodajemy czosnek i chili i dusimy na wolnym ogniu przez 10-15 minut. W tym czasie przygotowujemy pulpeciki:

Pulpeciki mięsne:
1 mała kaszanka
tyle samo mięsa mielonego - u mnie byo z indyka, ale rodzaj nie jest istotny
nasiona chia (1 łyżkę suchych nasion namoczyć w 2-3 łyżkach wody)
1 łyżka sezamu
sól, pieprz
1 ząbek zmiażdżonego czosnku
szczypta sproszkowanej chili
1łyżeczka sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki
1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki lub kolendry
1 płaska łyżeczka czarnuszki
bułka tarta - taka jej ilość, aby dobrze związała wilgotną masę mięsną


2. Mięso wymieszać z przyprawami i zagnieść. Uformować małe kulki o średnicy 3-4 cm, po czym podsmażyć je na oliwie na złotobrązowy kolor.

Pulpeciki wegetariańskie:
1,5 szkl. ugotowanej czerwonej fasoli - zgniecionej widelcem
reszta składników taka sama jak przy pulpecikach mięsnych, tj.:
nasiona chia (1 łyżkę suchych nasion namoczyć w 2-3 łyżkach wody)
1 łyżka sezamu
sól, pieprz
1 ząbek zmiażdżonego czosnku
szczypta sproszkowanej chili
1łyżeczka sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki
1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki lub kolendry
1 płaska łyżeczka czarnuszki
bułka tarta 

3. Pod koniec gotowania gulaszu, wrzucić pulpeciki do garnka i chwilę podgotować wraz z warzywami. Dodać całe pomidorki koktajlowe i dusić kolejne kilka minut - niedługo, aż zaczną pękać po bokach.
Gotowy gulasz posypać posiekanymi szczypiorkiem, natką i kolendrą.
Podawać z kuskusem oraz posiekanymi prażonymi migdałami.
Z boku dania można wylać trochę gęstego jogurtu naturalnego.
W wersji ciążowej, lepiej zrezygnować z ostrych przypraw.

Paulina.

czwartek, 17 grudnia 2015

PIERNICZENIE NA ZIMNO

Pierniki piernikami, bo wiadomo, że Boże Narodzenie kojarzy się właśnie z tym ciastem lub ciasteczkami. Ale mimo, iż mamy grudzień (nawet jeśli taki bezśnieżny) i na zewnątrz za ciepło nie jest, to wcale nie znaczy, że musimy o tej porze roku zrezygnować z lodów ! Wręcz przeciwnie ! Ponadto na moim stryszku panują klimaty wręcz karaibskie, dlatego ukręciłam lody. Ale, żeby wnieść do nich trochę świątecznego ducha, nadałam im właśnie smak piernika. Efekt ? Wyszły pyszne ! Choć uważam, że powinniście sami je zrobić i ocenić to dzieło osobiście.

DOMOWE LODY PIERNIKOWE:
3 żółtka
1,5 szkl. mleka 3%
3/4 szkl. śmietanki 30%
1/4 szkl. cukru
prawie cała szkl. pokruszonych pierniczków

Żółtka ubić z cukrem, a następnie dodać mleko i śmietanę. Ubijać mikserem przez 10 minut (lub użyjcie maszynki do lodów, jeśli ją macie - ja nie mam). Następnie wsypać pierniczki, wmieszać, przelać do pojemnika i wstawić do zamrażarki na 4 h. 


Lody można zrobić równie dobrze bez jajek, a zamiast mleka i śmietany możecie użyć mleka migdałowego, bo jego aromat będzie dobrze się komponował z pierniczkami. Chociaż muszę powiedzieć, że przepis ten robiłam też z mlekiem kokosowym i też wyszły fajne, aromatyczne lody ;)

Paulina.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

A LITTLE BIT OF EVERY...DAY - NOVEMBER 2015

Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie zamknęłam na blogu listopada, a już wpadłam z impetem w grudzień. A gdzie to moje podsumowanie z poprzedniego miesiąca? Eh, wybaczcie mi proszę, ale jako, że grudzień to jeden z moich ulubionych miesięcy (bo oczywiście jestem też maniakiem świątecznym i zawsze tracę z tego powodu głowę), myślę, że jakoś mnie to usprawiedliwia. A więc czas na ostatni listopadowy wpis, czyli trochę tego, trochę tamtego z ostatniego miesiąca.
 Placki owsiane z pastą z banana i cynamonem.
 Placki razowe z kawałkami czekolady i kubkiem mleka migdałowego na ciepło, słodzonego syropem klonowym :}
 Ponieważ ostatnio mam wahania nastrojów na mięso, muszę wykazać się większą kreatywnością, niż zazwyczaj. Na zdjęciu powyżej, curry na szybko - kalafior, fasolka szparagowa, korzeń selera, ziemniaki. Mój P. dostał jeszcze do tego wszystkiego kawałki duszonego kurczaka.
 Wołowina na sposób słodko pikantny z duszonymi marchewką, sałatą lodową (bo gdzie ja znajdę świeżą kapustę bok choy ?), cebulą i świeżą chili.
Absolutnie ulubione śniadanie na chłodne poranki : Kuskus podgotowany minutę w mleku z 1 łyżką miodu. Do tego garść podprażonych orzechów, kilka daktyli, cynamon i 1 łyżeczka miodu polana po wierzchu... Niebo :}
W drodze do Olecka, a właściwie tuż pod miastem. Na początku listopada była tam jeszcze piękna złota polska jesień. Co jest zachwycające, gdy wraca się do rodzinnego miasta? To, że jakoś za Ełkiem zaczynamy z drogi zauważać hasające sarny, czy biegnące po trawie wzdłuż drogi zające. Mazury cud natury :)
Zabieram się za lekturę starej książki wygrzebanej z babcinej półki - Kuchnia Polska to istna skarbnica tradycyjnych przepisów. Tym razem szukałam dobrego sposobu na barszcz - chcę w tym roku sama ukisić buraki.
Pierwszy zwiastun zbliżającej się zimy w postaci śnieżnej Pavlovej z bitą śmietaną i pestkami granatu. Nazwałam ją Królewna Śnieżka :}

Szary, deszczowy wtorek i "chińszczyzna" na szybko, aby tylko zaspokoić nieludzki głód... Zalać makaron ryżowy wrzątkiem, na woka wrzucić mrożone warzywa i przyprawić malutką porcją sosu sojowego (co za dużo to nie zdrowo).
Nowe "graffiti" w mieście. Cóż, takie są znacznie ładniejsze i przyjemniejsze dla oka od wulgarnych napisów na świeżo-pomalowanych ścianach.

Przedpołudnie w sobotę upływa bardzo leniwie. W końcu Bebe może się rozluźnić po odkurzaczowej traumie. Jest z nami prawie trzy lata, a odkurzacz wciąż ją przeraża...
Gdyby tylko teściowa wiedziała, że dając nam koszyk ze słoikami kiszonej kapusty i ogórków, zostanie on skażony przez futrzate dupsko... Mielibyśmy poważne kłopoty !
Domowa kiszona kapusta - najlepsza !
Lazy time na nogach człowieka. To co, że już mu cierpną, to w ogóle nie jest istotne.
 Pieczona polędwica z warzywami.

Paulina.

niedziela, 8 listopada 2015

NIEDZIELNA WICHURA + POKRZEPIAJĄCA ZUPA

Na naszym małym stryszku głośno - ogromniasta wichura za oknem rozbija się z impetem o dach, a wiatr wyje tak głośno, że nasza biedna Bebe, chowa się przez cały dzień pod ulubionym kocem w kratkę. Przy takiej strasznej pogodzie, wręcz przerażającej, człowiek nie myśli nawet, aby wychodzić na zewnątrz i jedyne, co daje mu siłę w tej brzydki dzień, to kocyk, dobra książka i pokrzepiający posiłek. Dziś to będzie pyszna, prosta, a jednak tak bogata zupa warzywna. Ostatnio tylko warzywa i owoce są w stanie mnie zadowolić, dlatego dzielę się tym nieskomplikowanym, ale uzdrawiającym przepisem.

KREM Z PIECZONEJ PAPRYKI:
2 czerwone papryki
1 pomidor śliwkowy lub garść pomidorków cherry
1 marchewka
1 ząbek czosnki
2 szkl. bulionu warzywnego
garść kolendry

Papryki umyć, oczyścić z gniazd nasiennych, pokroić na grube paski i upiec wraz z marchewką w nagrzanym do 180 stopni piekarniku. W garnku, w którym będzie gotowana zupa, rozgrzać łyżkę oliwy z oliwek i podsmażyć na niej całe pomidorki cherry. Dodać paprykę, czosnek, marchewkę, zalać bulionem i gotować na wolnym ogniu 15 minut. Na koniec doprawić do smaku, dodać kolendrę i zblendować. 

Paulina.

niedziela, 20 września 2015

DEFINITYWNY KONIEC WAKACJI + pokrzepiające chili

Jest połowa września i wprawdzie jest jeszcze dość ciepło, ale wieczory bywają zaskakująco chłodne. Gdy mój P. wraca około 19 z pracy, wiem że jest nie tylko zmęczony, ale i trochę zmarznięty, dlatego obiadokolacja powinna być jak najbardziej pokrzepiająca. Posiłek powinien być i syty i rozgrzewająca, a przede wszystkim przepyszny. Chili, o którym dziś mowa, zazwyczaj robię w okresie zimowym, ale pomyślałam, że można przygotować jego trochę lżejszą wersję. Poza tym uważam, że warzywny gulasz jest dobry na każdą porę roku, wystarczy tylko pobawić się z sezonowymi produktami. A co więcej, takie danie jest dobre dla leniwych - nie dość, że nie trzeba się przy nim za dużo napracować, to jeszcze można go zrobić w wielkim garze i mieć z głowy obiady na 3 dni. Ja ostatnio mam takiego lenia, więc jak dla mnie opcja wydaje się być idealna. 

POKRZEPIAJĄCE CHILI (na dwie osoby na 3 dni)
4 średnie marchewki - pokrojone w grubsze plasterki
3 czerwone cebule - pokrojone w krążki
1 duży batat - słodki ziemniak - pokrojony w kostkę
1 duża czerwona papryka - pokrojona w kostkę
1 duża żółtka papryka - pokrojona w kostkę
250 g pomidorków koktajlowych - całych
1 l wody
1 szkl. przecieru pomidorowego
0,5 szkl. fasoli - namoczonej przez noc
1 puszka słodkiej kukurydzy
1 czubata łyżka cukru
sól, świeżo mielony czarny pieprz - według uznania
1 papryczka chili - posiekana
garść posiekanej kolendry + dodatkowa garść do posypania na talerzu

W dużym garnku o grubym dnie rozgrzać dwie łyżki oliwy. Wrzucić pokrojone cebule, marchewki i papryki z chili i podsmażać przez 2-3 minuty. Następnie zalać wszystko wodą, dodać fasolę i gotować na małym ogniu przez 45 minut. Po tym czasie dodać resztę składników wraz z przecierem i przyprawami, po czym dusić przez 20 minut. 
Podawać ze świeżo starkowanym serem, posiekaną natką i dodatkową porcją chili.

Polecam też film "A brilliant young mind", po polsku "X+Y" - 14-letni Nathan, który ma zespół Aspergera, ma trudności w nawiązywaniu nowych znajomości, nie rozumie zachowań innych ludzi i czuje się przy nich niekomfortowo. Jest jednak bardzo uzdolniony matematycznie, a jego marzeniem jest wzięcie udziału w Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej. Gdy dostaje się na obóz matematyczny, który szkoli nastolatków pod kątem olimpiady, musi stawić czoła wszystkiemu temu, czemu opierał się przez całe życie. Przede wszystkich musi wyjechać do Taipei (Nathan nie lubi wszelkich zmian - poczynając od miejsca zamieszkania, kończąc na nawykach żywieniowych) oraz stawić czoła sytuacjom, których wcześniej unikał - współpraca z kolegami z grupy, czy publiczne wystąpienia.
To naprawdę piękny film, który gorąco polecam na jesienne wieczory :) Poza tym grają w nim cudowna Sally Hawkins oraz Rafe Spall, angielscy aktorzy, których uwielbiam.

Paulina.

czwartek, 16 kwietnia 2015

FARMERSKI TARG W PRADZE

Zrobiło się melancholijnie. Przeglądałam zdjęcia i natrafiłam na te z Pragi Czeskiej. Zupełnie zapomniałam, że miałam w planach wstawienie na bloga wpisu o wspaniałym Farmerskim Targu, który ma miejsce co sobotę nad brzegiem Wełtawy. Wstawiam więc ten wpis teraz, dwa lata po fakcie, ale wciąż z żywymi wspomnieniami tych zapachów, smaków oraz wrażenia, że nawet w tak dużym mieście jak Praga, może być domowo i niezwykle swojsko.

***

Już w pierwszej połowie dnia zaganiam wszystkich na Farmerski Targ. Po przeczytaniu kiedyś wpisu na blogu jednej z mieszkanek Pragi (Polki) o tym cosobotnim wydarzeniu, zaparłam się, że muszę tam koniecznie zajść. Uzbrojeni więc w mapę, zaznaczamy niebieskim długopisem drogę z hotelu nad kanał przy Wełtawie. Docieramy w sumie bez większych problemów. Nagle, między jednym a drugim mostem wyłaniają się kolorowe stragany. Patrzę uszczęśliwiona na P., a on moją minę kwituje jednym tylko zdaniem:
- Co, Disneyland?
Puszczam te uwagę mimo uszu, starając się nie analizować jak wiele w tym krótkim zdaniu znajduje się sarkazmu. Kiwam jedynie głowa, ochoczo, po czym pochłania mnie wir zapachów, smaków, a przede wszystkim kolorów.
 
To naprawdę jest fenomenalna rzecz, tak być powinno w każdym mieście w Polsce. Co tydzień w sobotę, w jakimś spokojniejszym miejscu, okoliczni sprzedawcy i wytwórcy zbierają się w jednym miejscu, aby oferować lokalne produkty - chleby i ciasta domowego wypieku, sery, wina, oliwy, a nawet ceramikę. Genialne. Do tego z boku przy niektórych straganach byłoby oddzielone miejsce, gdzie można by było usiąść, odpocząć i zamówić coś do jedzenia. Bo straganiki z jedzeniem też były - aromatycznym, gorącym i ciężkim. Nic specjalnego, ot takie potrawy, które gotuje się w domu. Po prawej stoisko ze swojskimi wędlinami, po lewej złowione dziś rano ryby - bajka. Chętnie chadzałabym na taki cotygodniowy targ kupując zapasy jedzenia na cały następny tydzień. I co najważniejsze - ceny nie są jak z kosmosu, czego w Polsce rzadko jesteśmy w stanie u świadczyć, ponieważ lubi się z nas zdzierać kasę. A tam ? Każdego stać na wszystko, bez większego zastanawiania się. No dlaczego, dlaczego tak nie ma w Polsce?
Ryba z grilla a na deser tiramisu? Tak !
Żurawina i biała czekolada zawsze świetnie mi się kojarzą.
Do koloru do wyboru, przypraw co nie miara.
Stoisko z miodową nalewką. A dla zmarzniętych stał przygotowany obok czajniczek na gazie, co by mogli kupić sobie kubeczek podgrzanej miodówki.
Od tego stoiska zostałam przed P. brutalnie odciągnięta : "Mamy w domu kubeczków od groma i ciut ciut" - usłyszałam, gdy zostałam zaprowadzona za kołnierz kilka metrów dalej.


Jest trochę zimno jak na wiosnę, dlatego proponuję dziś czeski rosół z pierogami. 

Należy ugotować rosół - może być na kurczaku, wołowinie lub na samych warzywach. Ważne jednak jest, aby pierogi podawać z samym bulionem oraz posypać wszystko posiekanym szczypiorkiem lub natką. 

PIEROGI:
Ciasto:
300 g mąki
3 jajka
1 łyżeczka soli
1 łyżka oleju

Wszystkie składniki zagnieść, a elastyczne ciasto rozwałkować na grubość 5 mm. Pokroić płat ciasta na kwadraty lub prostokąty, na każdym kawałku kłaść małą łyżeczkę farszu i zawijać tak, aby wyszedł mniejszy prostokąt.

Farsz:
200 g szpinaku
1 czerstwa bułka lub 2 kromki czerstwego chleba
100 ml letniego mleka
mała cebula - posiekana
1 posiekana dymka
0,5 łyżeczki soli
1 łyżka majeranku
1 łyżka posiekanej pietruszki
pieprz czarny - świeżo zmielony
2 czubate łyżki masła
* Opcjonalnie pokrojony w drobną kostkę wędzony boczek

Szpinak zblanszować, przelać go zimną wodą, odcisnąć i posiekać. Bułkę lub chleb pokruszyć i zalać mlekiem - odstawić na 10-15 minut. Rozpuścić masło i podsmażyć na nim cebulę z dymką. Jeśli boczek będzie używany, należy go też podsmażyć na rumiany kolor. Wszystkie składniki wrzucić do miski, zmieszać je z surowymi jajkami oraz przyprawami.
Z przepisu wychodzi trochę za dużo tych pierogów. Myślę, że nawet jeśli macie większą rodzinę, trochę Wam ich zostanie. Nic strasznego, bo mogą być bardzo dobrym drugim daniem na dzień następny. Podsmażone, podane z cebulką, albo jak ktoś woli, dodatkowym boczkiem, są bardzo sytym daniem. Do farszu, oprócz boczku, jeśli jesteście już tak dużymi mięsożercami, w książce, w której znalazłam przepis, poleca się dodać jeszcze trochę surowej kiełbasy. Ale ja dla mojego mięsożercy, zrobiłam część pierogów z posiekanym kurczakiem - też był szczęśliwy. Sama zaś zjadłam wersję wegetariańską i mi w zupełności wystarczyła - objadłam się jak świnka :} Łakomstwo boli.

Polecam wszystkim Czeską Pragę, bo mimo tłumów, naprawdę warto zobaczyć to miasto. Jest przepiękne.
Tutaj znajdziecie mój pierwszy wpis o Pradze, co prawda sprzed dwóch lat, ale wciąż ciekawy: http://urudejnatalerzu.blogspot.com/2013/11/rainy-days-in-prague.html

Paulina.

piątek, 10 kwietnia 2015

DOMOWY MAKARON

Gdy jest się maniakiem kulinarnym, wszystko lubi się robić samemu. Samemu piec ciasta, piec chleb, robić wędliny, a nawet makaron. Na początku swojej przygody z garnkiem i patelnią myślałam, że nie będę w stanie zrobić makaronu bez specjalnej maszyny. Ale z czasem uświadomiłam sobie, że takowa wcale nie jest mi do niczego potrzeba. Wystarczą silne ręce do wyrabiania ciasta (mój P. oczywiście), wałek oraz ostry nóż. Całość jest dziecinnie prosta - w składnikach, jak i w wykonaniu. A makaron przygotowany samodzielnie smakuje o wiele lepiej.

DOMOWY MAKARON
3 jajka
2 szkl. mąki

Ugniatać wszystkie składniki do czasu, aż powstanie jednolita i elastyczna masa, którą należy zagnieść w kulkę, a następnie rozwałkować na grubość 2 mm. Zostawić do przeschnięcia 40 minut z jednej strony, po czym przewrócić płat ciasta na druga stronę i zostawić do wysuszenia koleje 40 minut. Pociąć makaron według uznania - ja pocięłam w nieregularne paski. Gotować 2-3 minuty.

Przepis został wzięty z książki Heather Jeanne "Łatwe i smaczne potrawy przy żółtaczce zakaźnej". Co prawda żadne z nas żółtaczki nie ma, ale to nie znaczy, że nie możemy wykorzystać świetnych przepisów, które znajdują się w tej książce. 
Makaronu wyszło nam trochę za dużo jak na jeden raz, dlatego resztę nitek dłużej podsuszyłam, a następnie schowałam do plastikowego pojemnika i włożyłam do lodówki. Okazało się to dobrym pomysłem, bo dzień później, akurat w piękną słoneczną środę, chodziliśmy już z P. pociągając nosami, kaszląc i narzekając na ból głowy. Oczywiście żadnemu z nas nie chciało się iść do sklepu, więc leczniczy rosołek musiałam stworzyć z tego, co było w domu. I tak, po ugotowaniu w wielkim garze udźca z indyka, który wyjęłam z zamrażarki, powstał tłusty bulion. Do niego przyłączyła się samotna marchewka oraz ostatnia cebula. I wtedy wkroczył makaron z dnia wcześniejszego. Na sam koniec wrzuciłam resztkę szpinaku i okrasiłam wszystko szczypiorkiem. Rosołek może mniej tradycyjny, ale pokrzepił schorowane ciało i umęczoną duszę - mission accomplished.
Przepis ten sprawdzi się także w lasagne - zamiast kroić płaty ciasta w paski, pokrójcie je w duże prostokąty. Albo pokrójcie je w jakikolwiek inny kształt - eksperymentujcie. Jeśli macie małe foremki do wykrawania ciastek, możecie wyciąć jakiś zabawny kształt do zupy dla dzieci - niejadków.

Pozdrawiam Was z mojej czerwonej kanapy, obłożona chusteczkami, przykryta szczelnie kocem, z kroplami do nosa pod ręką i kubkiem gorącej herbaty z imbirem i malinami. No i jeszcze z małym 2,5-kilowym futrzanym grzejnikiem śpiącym smacznie przy moim boku. 

Paulina.