Dziś znowu poruszę kwestię lunchu, bo zauważyłam ostatnio, że to jeden z moich ulubionych posiłków w ciągu dnia. Śniadanie ostatnio zdarza mi się jeść w pośpiechu, z obiadem czekam na P. i w momencie, gdy go jemy jestem już tak wygłodniała, że rzucam się na niego niczym dzika bestia, taranując sobie jednocześnie drogę do jakiegoś szybkiego deseru w postaci owocu, a kolacje jadam skromne - bo kto to widział, żeby się tak objadać przed snem ? A lunch ? To już zupełnie inna sprawa - bo ostatnio tak się ładnie składa, że mogę go zjeść w spokoju, zmęczona po całym poranku biegania w tę i z powrotem. Dlatego to drugie śniadanie jest u mnie tym posiłkiem, który celebruję.
POMIDOROWA SOCZEWICA:
4 łyżki zielonej soczewicy
1 pomidor malinowy lub 1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 łyżka drobno posiekanego pora
szczypta soli
pół łyżeczki cukru
1 łyżeczka pieprzu syczuańskiego
1 łyżka jogurtu naturalnego
garść rukoli lub świeżej natki pietruszki - grubo posiekane
Soczewicę ugotować według instrukcji na opakowaniu. Pod koniec gotowania, gdy będzie miała jeszcze trochę wody, dodać pokrojonego w kostkę pomidora oraz posiekanego pora. Jeśli użyjecie koncentratu, radzę dodać dodatkowe 2 łyżki wody. Wymieszać "gulasz" w garnku, dodać przyprawa i gotować na małym ogniu przez 5-6 minut. Finalnie soczewica powinna pływać w dość gęstym sosie.
Przełożyć ją na talerz, dodać jogurt, wymieszać i posypać zieleniną.
BANANOWO-BATATOWA BABECZKA ŚNIADANIOWA:
2 łyżki pulpy z batata
1 rozgnieciony na krem banan
2 łyżki nasion chia
pół szkl. mleka
1 łyżka masła
3/4 szkl. mąki
szczypta proszku do pieczenia
Końcówkę niedojedzonych pieczonych batatów z obiadu dnia poprzedniego rozgniotłam widelcem z 1 bananem. Dodałam nasiona chia, miękkie masło, zalałam to wszystko mlekiem, wymieszałam i odczekałam kilka minut, aż nasiona namokną. Następnie dodałam mąkę z proszkiem, wymieszałam wszystko starannie i wyłożyłam łyżką do foremek na babeczki. Piekłam 25 minut w nagrzanym do 180 stopni piekarniku.
ŻÓŁTY SMOOTHIE NA DESZCZOWE DNI:
Zblendować:
pół mango
2 banany
3 mandarynki (u mnie były już wątpliwej świeżości i trzeba je było szybko zjeść)
kilka kawałków świeżego ananasa (to też były ostatki z weekendowego dogadzania sobie)
pół średniego jabłka (zalegające w lodówce, jak P. mógł je przeoczyć ?)
BURACZKI NA CIEPŁO:
pół grubo starkowanego surowego buraka
pół średniego jabłka (tego samego, które zalegało w lodówce i którego druga lepsza połowa poszła do smoothie)
1/4 grubo posiekanej cebuli
To moja wersja trochę fit - bo nie dodaję do niej mąki, ani zbyt wiele tłuszczu. Buraka tarkuję przed gotowaniem, bo wtedy szybciej dochodzi w garnku. Tak więc najpierw gotuję starkowanego buraczka, a po jakichś 25-30 minutach wyłączam. Następnie na patelni rozpuszczam troszkę masła (lub ostatnio wypróbowałam ten przepis z olejem kokosowym, polecam, bo to ciekawe odkrycie) i dodaję odsączone buraki. Zasmażam na małym ogniu, dodając jednocześnie jabłko i czekam aż się połączą, a jabłko trochę rozwali, tworząc wokół buraka bardziej sos, niż będąc oddzielnym składnikiem. Pod koniec smażenia, które trwa kilka minut, dodaję cebulę i smażę jeszcze 1-2 minuty. Nie dużo, aby nie zaczęła brązowieć, tylko dopiero co się zeszkliła. Całość można doprawić według uznania: solą, pieprzem, odrobiną cukru jeśli komuś jabłko nie wystarcza, a także skropić sokiem z cytryny. Ja zazwyczaj dodaje szczyptę soli.
Paulina.
























