piątek, 7 grudnia 2012

DINNER TIME


Nie wiem jak u Was, ale u mnie rozzimowało się na całego. Gruba warstwa śniegu otuliła drzewa, samochody na parkingu, a biały kościół w pobliżu teraz wtapia się w tło. Wiatr smaga nagimi gałęziami drzew i rozbija o ściany bloku, hucząc niemiłosiernie. Cóż, nosa się nie chce wychylać, ale co poradzić, gdy trzeba... I gdy wreszcie wracamy z P. zmarznięci do domu, zrzucamy płaszcze, szaliki i ciężkie buciory, mamy tylko jeden cel - zjeść (zapewne P. śmiałby się teraz ze mnie, mówiąc, że to ja ciągle chodzę głodna  i wołam na okrągło "Zgłodłam!", ale nie ukrywajmy, ten wysoki brunet też lubi dogadzać swemu brzuchowi i nigdy nie narzeka, jak mu coś podstawiam pod nosek). Tak więc jesteśmy w domu (nareszcie !), a kuperek zmarzł - i w tym momencie wkracza zupa, najlepiej taka, która będzie jednocześnie daniem pierwszym i drugim, i która będzie na pysznym rosołku, ale nie spowoduje, że po godzinie będziemy zaglądali do lodówki. Dlatego przedstawiam dziś dwa sycące przepisy na zupy - krzepiące nie tylko zmarznięte ciało i pusty żołądek, ale również radujące ducha. A dla zwolenników drugiego dania proponuję serbski eintopf, który jest dla mnie odpowiednikiem bigosu, z tą jednak zaletą, że robi się go znacznie szybciej. Z kolei dla fanów kuchni meksykańskiej polecam chili con carne - czyli po prostu smakowite piekło z warzywami i mięskiem.


ZBÓJNICKA ZUPA Z KUCHNI WĘGIERSKIEJ:
150g wędzonego boczku
100g kiełbasy
250g grzybów
50g mąki
1 posiekana cebula
200ml kwaśnej śmietany
5 szklanek bulionu mięsnego
2 liście laurowe
pieprz, sól, tymianek, mielona papryka (ilość według uznania)

Boczek pokroić w kostkę i podsmażyć w garnku, w którym będzie robiona zupa. Skwarki odcedzić, a na pozostałym oleju zeszklić cebulę. Następnie dodać grzyby z przyprawami i dusić przez kilka minut. Zalać wszystko bulionem, dodając jednocześnie liście laurowe, boczek oraz pokrojoną w plasterki kiełbasę. Gdy się zagotuje, zmniejszyć ogień i gotować przez 10 minut. Po tym czasie zagęścić zupę mieszaniną mąki i śmietany i ponownie zagotować. 

Gotową zupę przelaną do miseczek można oprószyć mieloną słodką papryką lub papryczką chili. Można ją również przyozdobić kleksami śmietany. Bardzo sycąca !
Przepis zaczerpnięty z "Podróży kulinarnych. Kuchnia Węgierska".



ANGIELSKA ZUPA POROWO-ZIEMNIACZANA:
2 duże ziemniaki
2 średnie marchewki
1 duża cebula
1 łodyga selera naciowego
1 duży por
6 szklanek wody lub bulionu warzywnego
300ml śmietany
sól, pieprz

Tak naprawdę nie ma znaczenia, jak będą pokrojone warzywa. Oczywiście jeśli pokroicie je drobniej, szybciej się ugotują, jednak nie musicie tego robić zbyt starannie, ponieważ i tak ostatecznie wszystko zostanie zmiksowane. 
Gdy już warzywa zostaną pokrojone, należy je gotować w bulionie przez około 20 minut. W wersji dla mniej zabieganych osób proponuję, aby przed gotowaniem podsmażyć najpierw na maśle cebulę, selera oraz pora, a dopiero potem dodać resztę warzyw, a po 3 minutach smażenia zalać je bulionem. Wersja dla bardziej zabieganych pomija proces smażenia, a skupia się jedynie na gotowaniu. 
Gdy wszystkie warzywa zmiękną, należy zmiksować zupę na gładką masę, a dopiero potem doprawić ją solą i pieprzem oraz zalać śmietanką. Można ją jeszcze na minutę lub dwie postawić na małym ogniu. 
Gotową zupę można podawać z grzankami lub kawałkami pora.
Przepis niezwykle prosty, jeden z tych, gdzie wszystko wrzucamy do garnka, gotujemy bez większej uwagi, a na koniec miksujemy. 




SERBSKI EINTOPF:
Przepis, na którym się wzorowałam miał podany taką ilość składników, z której można było ugotować ogromny gar tego dania. Musiałam wszystko zmniejszyć przynajmniej o połowę, a i tak wyszedł spory garnek, w związku z tym obiad wyszedł na dwa dni. Poniżej podam jednak oryginalny przepis, gdyby ktoś chciał przygotować eintopf dla większej ilości członków rodziny ;)

1 biała kapusta
1kg wieprzowiny pokrojonej w kostkę
500g schabu z kością
4 pomidory
3 ziarna ziela angielskiego
2 liście laurowe
140g przecieru pomidorowego
4 warzywne kostki rosołowe
8 szklanek wody
2 duże cebule
garść suszonych grzybów
sól, pieprz

Kapustę pokroić w ćwiartki, a te poszatkować na paski. Cebulę pokroić w talarki. Do dużego garnka włożyć kapustę, cebulę, kostki rosołowe, wlać wodę i zagotować. Po kilku minutach gotowania dodać pomidory pokrojone w kostkę. Dodać mięsa - pokrojoną wieprzowinę i schab w całości, jednak po 10 minutach schab wyjąć i oddzielić mięso od kości, po czym wrzucić z powrotem do garnka. Dodać przecier pomidorowy, grzyby oraz przyprawy i gotować prze następne 2h,  od czasu do czasu mieszając. Należy uważać, aby eintopf się nie przypalił, a  gdyby wydawał się być za gęsty, można dolać trochę wody.

Nie jest to wersja dla zabieganych, ja czasami przyrządzam to danie w niedzielę, aby mieć gotowy obiad na poniedziałek i wtorek. Eintopf można podawać z ziemniakami lub po prostu z chlebem, tak czy siak, smakuje wyśmienicie.
Przepis z "Podróży kulinarnych. Kuchnia serbska".


MEKSYKAŃSKIE CHILI CON CARNE:
500g mielonej wołowiny
1 cebula posiekana
250g czerwonej fasoli
3 łyżki oleju
250g pomidorów (świeżych lub w zalewie)
2 ząbki czosnku
papryczka chili, posiekana (lub pół w zależności od tego jak bardzo ostre dania lubicie)
sól, pieprz

Mięso podsmażyć, a gdy będzie rumiane, dodać do niego cebulę, papryczkę chili i czosnek. Gdy cebula się zeszkli, dodać do mięsa pokrojone w kostkę pomidory oraz fasolę. Dusić pod przykryciem do momentu, aż sok pomidorowy wyparuje i powstanie z niego gęsty sos. Na  koniec doprawić solą i pieprzem.
Można podawać  z ziemniakami, chlebem lub ryżem. U nas zazwyczaj towarzyszy chili ryż, gdyż P. jest zagorzałym przeciwnikiem ziemniaków, Życzę wszystkim SMACZNEGO :P

I na zakończenie Coldplay "Yellow""
Paulina.

poniedziałek, 12 listopada 2012

W SŁUSZNEJ SPRAWIE


Bardzo lubię zdrowe, domowe jedzenie, pewnie jak każdy z Was.  Gdy potrzebuję czegoś, czego nie byłabym w stanie sama zrobić- wtedy, cóż,  kupuję, bo nie bardzo mam inne wyjście. Ale od kiedy zaczęłam swoją przygodę z gotowaniem i pieczeniem, nie smakują mi już kupowane ciasta czy gotowe sosy w proszku. Zdecydowanie wolę do nich użyć świeżych warzyw i ziół, które wprost uwielbiam. Ziołowe herbatki zresztą - mięta, melisa, rumianek, bratek czy szałwia - to mój stały asortyment na "herbatkowej" półce. I to ziół właśnie zamierzam dziś  bronić, a także medycyny naturalnej, którą zdecydowanie wolę stosować przy niegroźnych dolegliwościach zamiast farmaceutyków.

Ci, którzy zaglądają tu od czasu do czasu wiedzą, jakie mam zdanie na temat leczenia drogą naturalną. Często podkreślałam zbawienne działanie czosnku, rosołu itd. To samo dotyczy mięty, którą piję, gdy mam niestrawność. Gdy mam kłopoty z zaśnięciem lub jestem mocno zdenerwowana - najlepsza wydaje się być melisa. Z kolei rumianek działa przeciwbakteryjnie, dlatego nie tylko dobrze jest pić herbatki rumiankowe, ale również płukać sobie nimi gardło w razie infekcji. Bratek jest nieoceniony w przypadku zapalenia pęcherza, tak samo jak żurawina.  Podobnych przykładów jest bez liku. 

Półtora roku temu, gdy zaczynałam pisać pracę magisterską o organizacjach międzynarodowych, natknęłam się na rozporządzenie Unii Europejskiej, która chciała zakazać rozprowadzania na swoim terytorium leków medycyny naturalnej - nie chodzi tu o same zioła, ale ziołowe leki - syropy czy tabletki. I dzisiaj chciałabym poświęcić wpis właśnie temu rozporządzeniu, ponieważ zdaję sobie sprawę, iż wiele osób nie wie nawet, jakie ustawy są uchwalane pod naszym nosem, cichcem przemycane i nie ogłaszane forum publicznemu tylko po to, aby móc je podpisać bez większych komplikacji, a potem czerpać z nich niezły zysk. 

Naprawdę uważam, iż w przypadku niestrawności, bezsenności, lekkiego przeziębienia znacznie lepiej zastosować coś, co będzie pochodzenia naturalnego, a co najważniejsze, nie będzie nam przynosiło żadnych skutków ubocznych i nie będzie nam obniżało odporności. Poza tym nie jest to przecież nic nowego - polska tradycja jest silnie związana z leczeniem naturalnym. Kto z nas nie je czosnku, nie pije herbaty z malinami i cytryną, mleka z miodem, gdy tylko zacznie kichać? Dawały to nam nasze mamy, a im dawały ich mamy. To tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie, ale - jak widać- komuś to przeszkadza. A przecież natura nie stworzyła tych produktów bez celu - kiedyś ludzie nie mieli aptek ani antybiotyków, a jednak jakoś sobie radzili. 

Zainteresowanych namawiam do podpisania petycji przeciwko rozporządzeniu 1924/2006/WE. Znajdziecie  ją na stronie, która ruszyła z inicjatywy Instytutu Obrony Zdrowia Naturalnego http://iozn.pl/petycja/petycja.html. Zachęcam również do przeczytania samego rozporządzenia : http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2006:404:0009:0025:PL:PDF, Zdaję sobie sprawę z tego, że może być długie, jednak sama jego treść nasuwa jeszcze więcej wątpliwości co do słuszności wprowadzenia tego typu przepisów do naszego kraju. 

Czy naprawdę wprowadzenie go w życie ma na celu -  jak to jest napisane w preambule rozporządzenia- zapewnienie nam, "konsumentom wysokiego poziomu ochrony, dostarczenia konsumentom wiedzy niezbędnej do dokonania wyboru z pełną świadomością faktów, jak również stworzenia w branży spożywczej równych warunków konkurencji."? Czy ktoś z nas po zażyciu czosnku w kapsułkach miał jakieś działania niepożądane? Osobiście nigdy o nikim takim nie słyszałam. Co innego antybiotyki wyprodukowane w laboratorium - często przynoszą skutki uboczne. Więc o jakim typie ochrony jest mowa w tym artykule? Ochrony czyjej - konsumentów, czy tak naprawdę firm farmaceutycznych? I co właściwie oznacza w tym przypadku "stworzenie równych warunków konkurencji"? Być może to, że w Polsce i  niektórych europejskich krajach lepiej sprzedają się leki pochodzenia naturalnego, niż leki sztuczne, co nie pozwala przynosić firmom farmaceutycznym takiego przychodu, jaki planowały wypuszczając swoje medykamenty na rynek.

Dalej zawarte jest następujące stwierdzenie: "Dyrektywa 2000/13/WE co do zasady zakazuje posługiwania się informacjami, które wprowadzałyby nabywcę w błąd lub przypisywałyby żywności właściwości lecznicze." - czy te wartości lecznicze nie są aby znane od wieków? I nagle stały się wątpliwe?  Następnie: "Ponieważ cel niniejszego rozporządzenia, mianowicie zapewnienie skutecznego funkcjonowania rynku wewnętrznego w odniesieniu do oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych przy jednoczesnym zapewnieniu wysokiego poziomu ochrony konsumentów, nie może zostać osiągnięty w sposób wystarczający przez Państwa Członkowskie i można go w związku z tym lepiej osiągnąć na poziomie Wspólnoty, Wspólnota może podjąć działania zgodnie z zasadą pomocniczości, określoną w art. 5 Traktatu. Zgodnie z zasadą proporcjonalności, określoną w tym artykule, niniejsze rozporządzenie nie wykracza poza to, co jest konieczne do osiągnięcia tego celu." - a to oznacza, że Polska nie ma nic do gadania, tylko musi pokornie skłonić głowę i pozwolić sobą rządzić. Jest to kolejny przykład na to, jak niewiele mamy do powiedzenia we własnym państwie i jak ktoś odgórnie kontroluje w nim sytuację, nie patrząc zupełnie na panujące w nim realia.

Dziś chcą zakazać rozprowadzania naturalnych leków, a już jutro zaczną zakazywać uprawy żywności na działkach i w przydomowych ogródkach, bo, o ile się orientuję, takie rozporządzenie również czeka w kolejce na rychłe wprowadzenie go w życie. Więc co będziemy mogli mieć w naszym ogródku? Oprócz trawy i zielska pewnie niewiele, choć kto wie, czy i tego po jakimś czasie nie zabronią? Dlatego proszę wszystkich, aby walczyli o własne prawo do informacji o innych możliwych metodach leczniczych, które to prawo jest jednym z podstawowych praw pacjenta, a  które przez to rozporządzenie jest nam odbierane i nie pozostawia żadnego wyboru co do stosowania mniej inwazyjnych leków. Niech sobie będą leki w aptekach, zioła przecież wszystkiego nie wyleczą, ale nikomu nie wolno odbierać prawa do sposobu dochodzenia do zdrowia oraz prawa do informacji o planowanych zmianach.



A oto kilka ziołowo-leczniczych przepisów. Odsyłam jednocześnie do przepisów, które już się na tym blogu pojawiły, a które mają działanie lecznicze i są bardzo zdrowe:


ŁOSOŚ W MARYNACIE ZIOŁOWEJ:
(przepis na 2 porcje)

  • 2 dzwonki łososia
  • pęczek świeżej mięty
  • garść świeżej melisy
  • garść płatków migdałowych
  • połówka cytryna
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • 100g ryżu

Łososia zamarynować dzień wcześniej w plastikowym pojemniku. Posiekać miętę z melisą i obtoczyć nimi rybę. Do pojemnika dodać migdały, wycisnąć sok z połówki cytryny, wyciśnięty owoc również włożyć do opakowania. Zamknąć pojemnik, wstrząsnąć go kilka razy i włożyć na noc do lodówki.
Następnego dnia "obskrobać" łososia z marynaty i podsmażyć na złoto na oliwie. W międzyczasie ugotować ryż, a gdy będzie gotowy, odcedzić go i wymieszać go z marynatą z łososia. Uformować na talerzu z połowy ryżu kulę, położyć na niej usmażonego łososia i przyozdobić plasterkiem cytryny. Można doprawić sola i pieprzem.

ZUPA ZIOŁOWA:
makaron tagliatelle
1 lub 2 marchewki
1 mała pietruszka
kurczak (wykorzystajcie takie kawałki, jakie chcecie, mięso będzie potrzebne po to, aby zrobić na nim bulion, a następnie oskubać i wrzucić do zupy)
1 cebula - pokrojona w piórka lub w kostkę
1 mała cebula, nieobrana, tylko wrzucona cała do garnka, dla koloru
garść świeżego lubczyku
świeża pietruszka - według uznania
świeże oregano - według uznania
opcjonalnie można dodać świeżego tymianku i czosnek
sól
pieprz

Najpierw ugotować bulion. Zawsze gotuję zupy w małym garnku mniej więcej półtoralitrowym, tak w sam raz na dwa obiady dla dwóch osób. Gdy mięso będzie podgotowane, wyjąć je i wrzucić do garna dwie cebule, marchewkę i pietruszkę. Gotować na małym ogniu. W tym czasie oddzielić mięso od kości i wrzucić je z powrotem do garnka. Posiekać zioła i dodać je na sam koniec, gdy warzywa już zmiękną. Doprawić solą i pieprzem.
Wyjdzie z tego bardzo ziołowy i aromatyczny rosół. Ważne jest, aby zioła były świeże, nadadzą zupie nie tylko pięknego koloru, ale również cudowny zapach. Pamiętajcie, aby zioła dodawać na sam koniec, aby nie straciły swoich wszystkich właściwości. Zazwyczaj robię w ten sposób, że odstawiam zupę z gazu i dopiero wtedy dodaję przyprawy, mieszam dokładnie i nalewam na talerz.

Do tego przepisu możecie dodać jeszcze kolendrę, pietruszkę, miętę, melisę, tymianek, czy inne ulubione świeże zioła. Pesto możecie zamknąć w słoiczkach i przechowywać w lodówce kilka tygodni. Jest mocno ziołowe, dość specyficzne i bajeczne jako dodatek do makaronów. Używam go czasami również do kanapek - wtedy robię mniej płynne pesto. W połączeniu w moccarellą i pomidorami jest wyśmienite, ale i sprawdza się świetnie w towarzystwie wędzonego boczku, czy szynki z camembertem lub zwykłym żółtym serem na wierzchu. Palce lizać. 
Polecam również wszystkim utwór Sigur Rós "Dauðalogn" :

Paulina.

środa, 24 października 2012

A MATTER OF CHOICE

Monika Blatton "Rozstaj dróg"
**************************************************************************************************************
Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie.
Żal, że nie mogłem przebyć obu 
- Samotny wędrowiec, którego w świat niesie. 
Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej progu,   
Jak skręca w oddali i w poszyciu znika. 

Wybrałem tę drugą, gdyż chęć nieodparta, 

Słuszność decyzji motywowała, 
Jakby chciała być przeze mnie przetarta, 
Choć od pierwszej się nie odróżniała, 
A obie były wytyczone. 

Tamtego ranka wyglądały na podobne. 
Nie było śladów żadnego człowieka. 
Na pierwszą powrócę - rzuciłem na odchodne 
Wiedząc, jak droga potrafi być daleka. 
Wątpiłem jednak, czy powinienem powrócić. 

Nieraz mnie to wspomnienie poniesie, 
Gdy będę rozważał drogę obraną. 
Dwie drogi rozchodziły się w lesie, 
A ja? Ja obrałem tą mniej uczęszczaną. 
I to właśnie wszystko odmieniło. 


Robert Frost "Droga".


"Fear of choice" Mona Shomali


Ile razy w życiu borykamy się z podobną sytuacją? Jakby na to nie patrzeć, ciągle znajdujemy się na rozstaju dróg, jednak jeśli chodzi o mniejsze wybory, w ogóle tego nie zauważamy. Nie zdajemy sobie sprawy, że czasami, nawet najdrobniejszy szczegół, który wpływa na naszą decyzję, ma ogromne znaczenie. Każdy krok, każda myśl prowadzą nas do zmiany w naszym życiu. Nie zastanawiając się zazwyczaj wybieramy to, co będzie oznaczało krótszą, mniej bolesną drogę. Dopiero po jakimś czasie docierają do nas konsekwencje własnych wyborów. Gdybyśmy w przeszłości podjęli inną decyzję, nasze życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej, nie zawsze oznaczałoby to, że "lepiej", jednak po prostu inaczej, włączając w to miejsce zamieszkanie, partnera u naszego boku, karierę, a co za tym idzie, wpłynęłoby znacznie na nasze "szczęście". Po ponad sześciu latach od zdecydowania, gdzie ostatecznie pójdę na studia, pojęłam jak bardzo różniłoby się moje życie, gdybym jednak ostatecznie wybrała Warszawę, będącą w tamtym czasie w pojedynku z Białymstokiem. Moje życie przyjęłoby zupełnie inny scenariusz, tak diametralnie różny od tego, który ostatecznie wszedł w życie te sześć lat temu. 



"The Choice" Xiao Ping

Po pierwsze, ja i P. nie bylibyśmy razem, a w tej chwili nie wyobrażam sobie nikogo innego u mojego boku. Nie poznałabym tylu fantastycznych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt, mimo, iż nie spotykamy się już na zajęciach na wydziale filologii. Gdyby nie D., być może nigdy nie uwierzyłabym do końca w to, że w życiu można osiągnąć wszystko, jeśli tylko się tego chce i ma się wystarczająco samozaparcia, aby do tego dążyć mimo wszystko. Kto wie, czy bym w ogóle nauczyła się gotować i to polubiła? Zaczęłam to robić, od kiedy zamieszkałam z P. i słowa jego aprobaty dla każdego posiłku (a bądźmy szczerzy, jak wiadomo nie od razu Rzym zbudowano, tak i moje dania były na początku raczej mało jadalne) spowodowały, iż w mojej głowie zaczęła kiełkować myśl - "chyba to polubię, może nawet będę to robiła częściej". Jak bardzo inną byłabym wersją samej siebie, gdybym podjęła tylko jedną, jedyną decyzję i wybrała tę drugą drogę?

I tak jak w wierszu R. Frosta, mimo że wybrałam inne miasto, mam ciągle nadzieję, że powrócę na tamtą drogę prędzej czy później i przeprowadzę się do stolicy - przecież od zawsze tego chciałam. Problem w tym, że gdy zajdzie się już za daleko, ciężko się zawrócić i zacząć wszystko od początku. Kto jednak powiedział, że to niemożliwe? Możliwe, tylko trudne do wykonania. Czym jest życie, jeśli nie ciągłą walką oraz ciągłym zmuszaniem nas do dokonywania wyboru? Dla tych, których interesuje podobna tematyka zachęcam do obejrzenia filmu "Mr. Nobody", o człowieku i trzech różnych scenariuszach jego życia, zależnych od dokonywanych przez niego wyborów - poczynając od dzieciństwa.

Na zakończenie coś bardziej przyziemnego - gotowanie. Często zapewne stoicie przed wyborem, jakże trywialnym, "co na obiad"? Cóż, niby mało znaczący wybór, jednak powraca cyklicznie, bo niemalże codziennie. Osobiście, gdy muszę dokonać selekcji między jednym daniem a drugim, kieruję się zazwyczaj upodobaniami żywieniowymi P. Pomidory i mięso brzmi niezwykle kusząco, jednak rybka też jest niczego sobie, a łakome brzuszysko lubi trochę poeksperymentować i łase jest na nowości. Hm... Tough one. 

ZAPIEKANKA Z KIEŁBASY I POMIDORÓW:
2 większe opakowania pomidorków cherry
2 gałązki rozmarynu
2 gałązki tymianku
2 listki laurowe
łyżka suszonego oregano - lub 2 gałązki świeżego
kiełbaski - takie, które nadają się do pieczenia lub na grilla
oliwa
ocet balsamiczny
sól, pieprz

Pomidorki przekroić na połówki (lub jeśli wolicie, możecie wrzucić całe) i wrzucić do dość głębokiej brytfanki. Dorzućcie kiełbasę - jeśli wybraliście małe kiełbaski, nie musicie nic z nimi robić, jeśli natomiast wybraliście dużą kiełbasę, tak jak ja, pokrójcie ją na małe 3-centymetrowe kawałki. Dodać zioła, skropić oliwą i octem balsamicznym, plus przyprawy - i wszystko wymieszać. Jeśli chodzi o oliwę i ocet - dodawajcie tego tyle ile uważacie, pamiętajcie jednak, że kiełbaski puszczą trochę tłuszczu. Osobiście polałam wszystko łyżką oliwy i dwoma lub nawet trzema łyżkami octu. Do tego dania lepiej użyć zwykłego octu balsamicznego, a nie jego koncentratu, ponieważ ocet i tak się zredukuje tworząc słodkawy sos.
Wkładamy brytfankę do nagrzanego do 190°C piekarnika i pieczemy pół godziny. Po tym czasie możemy wyjąć brytfankę, wszystko porządnie wymieszać - tak aby kiełbaski, a przynajmniej ich część obróciła się na drugą stronę - i pieczemy jeszcze od 15 do 30 minut.
Bardzo prosty przepis, który nie wymaga większej uwagi, ani wielu przygotowań. Wystarczy, że wszystko porządnie wymieszamy, a piekarnik zrobi za nas resztę. Dobrym dodatkiem są ziemniaki, ryż lub po prostu pieczywo. Możecie też zrobić do tego sałatę z octem balsamicznym lub sosem vinaigre. Przepis zaciągnięty (lekko zmodyfikowany, jeśli chodzi o proporcje składników) z programu "Jamie w domu" Jamiego Olivera.


MORSZCZUK NA SZYBKO:
(Przepis na dwie porcje)

  • 2 filety z morszczuka (polecam kupować w sklepie z robaczkiem w tle - za 6 filetów 11zł), może to być równie dobrze każda inna ryba
  • pęczek świeżej kolendry - posiekanej
  • pęczek świeżej melisy - posiekanej
  • 2 garści roszponki
  • ryż lub błyskawiczne płatki ryżowe (ryż - 1 torebka, płatki ryżowe - pół opakowania)
  • czarne oliwki greckie (polecam kupować te z sieci sklepów, które urządzają tygodnia kuchni zagranicznych)
  • pół czerwonej cebuli, pokrojonej w piórka
  • dwa plasterki limonki lub cytryny

Filety z morszczuka podsmażyć na patelni. Na talerzu ułożyć wymieszane ze sobą : kolendrę, melisę i roszponkę. Gdy ryba się usmaży, każdy z filetów pokroić na trzy lub dwie części, a na pozostałej na patelni oliwie podsmażyć króciutko cebulkę z oliwkami. Zalać wrzątkiem błyskawiczne płatki ryżowe, odcedzić je i ułożyć na ziołach. Na płatki położyć rybę oraz cebulkę z całymi oliwkami. Wszystko to oprószyć solą, pieprzem i polać sokiem z limonki.


Czas robienia - 15 minut. Bardzo szybki obiad dla tych, którzy czują awersję do spędzania czasu w kuchni. Właściwie ten przepis to szalony pomysł mój i P. Tego dnia nie chciało się nam nic robić, ale chcieliśmy zjeść coś dobrego i ładnie wyglądającego. No i tak powstał "Morszczuk na szybko".


Polecam również książkę Jack'a Kerouac'a "W drodze" (na którą jest ostatnio znowu moda), o której powiedziałabym , że jest o ciągłym poszukiwaniu siebie, życia, które chciałoby się wieść, a które się wiedzie. Jednocześnie, to co mnie chyba najbardziej pociąga w tego typu literaturze, jest precyzyjne ukazanie ówczesnego świata, końca lat 40-tych XX wieku w Ameryce. Tego z czym borykał się wtedy cały kraj, jak i z czym borykali się pojedynczy ludzie. Od lat byłam zafascynowana Ameryką lat powojennych, poczynając od końca lat 40-tych właśnie, kończąc na latach 70-tych. I mimo, iż ciężko połapać się w ogromnej ilości nazwisk wprowadzanych od samego początku przez autora, klimat oraz język, którym się posługuje Kerouac, sprawiają, iż mam ochotę "zwinąć" komuś auto i ruszyć w drogę. Na wariata, prawie bez grosza, ale za to z głową przepełniona ideałami oraz wizjami rozciągającej się przede mną świetlanej przyszłości.

A na zakończenie trochę muzyki, nie z czasów Kerouac'a niestety, jednak coś z naszych czasów:
Arcade Fire "We used to wait":
Arcade Fire "The Suburbs":
Red Hot Chili Peppers "Cabron":


Paulina.

niedziela, 14 października 2012

LA PASTA ITALIANA



Czasami najprostsze i niezbyt wyszukane posiłki potrafią zamienić się w wyrafinowaną ucztę. I nie potrzeba do tego nietypowych składników oraz wielu godzin przygotowań. Wszystko sprowadza się do estetyki - tego jak danie wygląda oraz tego, jak się je podaje. Więc gdy przychodzicie zmęczeni z pracy, marząc o czymś dobrym na talerzu, a jednocześnie nie chcąc przestać reszty wolnego wieczoru w kuchni, proponuję makaron. Pasta wydaje się być w tym przypadku idealna - robi się ją szybko, a długie nitki potrafią splątać się ze sobą w szybki i ładny sposób. Jeszcze tylko akcent w postaci odpowiedniej serwetki i ewentualnie kieliszka wina. I kolacja gotowa - kto powiedział, że trzeba się przy niej napracować - mi i P. wystarczył tylko kwadrans.
Jest to już kolejny przepis z cyklu "kod czerwony" - dla leniwych / zmęczonych / zapracowanych, a lubiących sobie dogadzać, jednocześnie ciesząc oczy posiłkiem, który jedzą.



Tagliatelle "na szybko"
Wariant nr 1:
  • makaron tagliatelle (według uznania)
  • pół słoiczka suszonych pomidorów, pokrojonych w paseczki (jeśli robicie tagliatelle dla więcej niż dwóch osób, proponuję wykorzystać cały słoiczek)
  • garść listków świeżej bazylii lub oregano, tymianku, czy pietruszki - albo wszystko na raz, jeśli ktoś tak woli
  • łyżka kaparów
  • zamiast zwykłej oliwy do smażenia można wykorzystać tę ze słoiczka z suszonymi pomidorami

Tagliatelle gotuje się bardzo szybko, w kilka minut, dlatego radzę najpierw pokroić pomidory i w momencie, gdy wrzucicie je na patelnię, zacząć gotować makaron. Do pomidorów na patelni dodać kapary i ewentualnie troszkę zalewy z pomidorów, ale nie za dużo, aby danie nie wyszło zbyt tłuste. Właściwie pomidory mieszać na patelni do chwili, gdy makaron będzie gotowy. Pastę odcedzić, przerzucić ją z powrotem do garnka i dorzucić pomidory z kaparami z patelni. Wszystko wymieszać i dodać świeże zioła - wymieszać ponownie. Można dodać sól i pieprz do smaku, jednak to również zależy od Waszych indywidualnych upodobań. Jeśli chcecie, możecie danie oprószyć serem, my z P. jednak zdecydowaliśmy się tego nie robić.

Wariant nr 2:
  • tagliatelle szpinakowe
  • 2 garście czarnych oliwek, przekrojonych na pół
  • pół słoiczka suszonych pomidorów, pokrojonych w paseczki
  • 1 ząbek czosnku, zmiażdżony
  • ewentualnie parmezan do oprószenia oraz świeże zioła

Postępować tak samo, jak z przepisem wyżej. Z tym, że najpierw wrzucić oliwki, smażyć minutę lub dwie i dopiero wtedy dorzucić pomidory i czosnek. Reszta wygląda tak samo - odcedzić makaron, przełożyć z powrotem do garnka i dopiero wtedy dodać farsz i ser, a na koniec wszystko wymieszać.
Jak sami widzicie oba warianty nie wyróżniają się niczym niezwykłym - jest to po prostu makaron z niewielką ilością składników, stojących w lodówce od jakiegoś czasu. Zazwyczaj robimy makaron w sosie pomidorowym lub śmietanowym, te wersje są chyba najpopularniejsze, ale nie trzeba wcale gotować sosu, wystarcz, że wybierzemy soczyste składniki i nic więcej nie potrzeba. Poza tym osobiście chyba wolę tego typu przepis, nie tylko dlatego, że jest on naprawdę szybki w przygotowaniu, ale dlatego, że smakuje tak dobrze :)

Na zakończenie utwór Yolanda Be Cool Vrs DCup  "We No Speak Americano" - może nie jest to muzyka, której zazwyczaj słucham, czy w ogóle przepadam, jednak dla tego jednego utworu zrobiłam wyjątek - właśnie ze względu na urocze wstawki na początku i w środku utworu. 

Paulina.

piątek, 21 września 2012

BOMBA ŚNIADANIOWA

Kto z nas nie lubi sobie dogadzać? Podejrzewam, że mało kto w tym momencie zaprzecza. I nie ważne czy jest to nowa bransoletka, wyjście do fryzjera, czy ciepła jeszcze bułeczka ze sklepu za rogiem. Nie ma się czego wstydzić, jesteśmy przecież tylko ludźmi - nieidealnymi, ze słabościami. Cóż, moją zdecydowaną słabością są książki, filmy i jedzenie. I jako słaby człowiek, potrafię momentami zapomnieć o logicznym myśleniu i kupuję, pichcę i sobie używam w beztroskiej krótkowzroczności. Bo taka na przykład słodka bułeczka - co z tego, że mi potem pójdzie w wystarczająco już rozrośnięte partie ciała, jak teraz ją jem i jest naprawdę pyszna. Albo taka książka - co z tego, że jest już druga w nocy, a ja o siódmej wstaję do pracy, jak teraz ją czytam i jest taka ciekawa? Moje człowieczeństwo daje mi niekiedy kopa, pozwalając mi pławić się we własnych słabościach i absolutnie nie uczyć się na błędach. I dziś właśnie wpis poświęcony moim dwóm słabościom - jedzeniu i porze żywieniowej, którą jest śniadanie. 
Jakiś czas temu umieszczałam tu już wpis śniadaniowy. Śniadania leniwe, to są takie śniadania, które tygryski lubią najbardziej i ja nie czynię tu absolutnie żadnego wyjątku. Weekend ! Nareszcie nastał, choć jeszcze pięć dni temu wydawał się być tak daleko. Skoro mamy wolne, możemy sobie pospać i skoro nie mamy też nic wielkiego do roboty, a czas nas nie goni, możemy rozłożyć się obozem w kuchni i nakarmić stęsknione brzuszysko czymś pysznym. Moje propozycje na te ostatnie słoneczne dni? Oczywiście smoothies, owsianka i bułeczki. Paradę smakołyków czas zacząć !


Smoothies "Posmak Lata":
Ogólnie rzecz biorąc, smoothies to nic innego jak koktajl, czy shake. Są na bazie jogurtu, a dodawać do nich możemy absolutnie wszystko, co tylko wydaje nam się pyszne. Typowo śniadaniowe smootkies mogą być z płatkami owsianymi, wtedy będą bardziej sycące. Ważne jednak jest, aby wszystko było porządnie zmiksowane. Propozycje niżej przedstawione mają tyle składników, ile wystarczyłoby do zrobienia smootkhies dla jednej osoby.

Propozycja nr 1: 
szklanka jogurtu truskawkowego
1 banan
3 łyżki ugotowanych płatków owsianych
garść borówek

Propozycja nr 2:
pół szklanki jogurtu naturalnego
pół szklanki mleka
czubata łyżka Nutelli
trochę kakao
ewentualnie cukier

można posypać płatkami migdałów

Propozycja nr 3:
pół mango - obrane ze skórki
szklanka jogurtu naturalnego
pół banana


Propozycja nr 4:
pół opakowania borówek
1 banan
garść malin
szklanka jogurtu (lub 2/3 szklanki jogurtu i 1/3 szklanki mleka)
3 łyżki ugotowanych płatków owsianych

Jak widać na zdjęciach, szklanki, w których zazwyczaj podaję koktajle są większe i szersze od tych standardowych. Natomiast składniki odmierzam właśnie w tych standardowych - dodając później owoce ilość koktajlu i tak się podwaja. Same składniki na koktajl należy miksować w wysokiej misce lub sokowirówce.


OWSIANKA Z MOJEGO DZIECIŃSTWA:
miseczka ugotowanych płatków owsianych
spora garść pokrojonych orzechów laskowych
pół jabłka starkowanego na drobnych oczkach 
1 łyżka miodu
pół łyżki soku z cytryny

wersja unowocześniona może być dodatkowo z borówkami i migdałami


ŚNIADANIOWE BUŁECZKI:
Z tymi bułeczkami jest jak ze smootkies - wystarczy, że zrobimy bazę, a resztę możemy dodawać to, co nam najbardziej smakuje. Nie ukrywam, że uwielbiam eksperymentować z tego typu przepisami i tak oto w podobny sposób powstały bułeczki, które dziś przedstawiam. 

Wariant nr 1 - z dynią:
Składniki suche - w jednej misce:
280g mąki tortowej
pół szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
110 g masła - zimnego

pół łyżeczki sproszkowanego imbiru
pół łyżeczki cynamonu

W jednej misce wymieszać wszystkie składniki suche z masłem.

Składniki mokre w drugiej misce:
90ml maślanki

1/2 szklanki musu z dyni
małe opakowanie suszonej żurawiny


Kolejnym etapem jest przelanie składników mokrych do suchych i wyrobienie ciasta rękoma. Następnie należy je rozwałkować tak, aby miało grubość około 3 centymetrów. Wyciąć bułeczki i umieścić na blasze do pieczenia. Na wierzchu posmarować je jajkiem z łyżką mleka. Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C
przez około 20 minut lub po prostu do czasu, aż się zarumienią.


Wariant nr 2 - z bananem:

Składniki suche - w jednej misce:
280g mąki tortowej
pół szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
110 g masła - zimnego
W jednej misce wymieszać wszystkie składniki suche z masłem. 

Składniki mokre w drugiej misce:
90ml maślanki

mus z jednego banana


Bułeczki świetnie smakują z masłem. Z jednej porcji ciasta wychodzi mniej więcej 20 bułeczek. Polecam wszystkim fanatykom słodkich śniadań.

Z ciastem można eksperymentować na różne sposoby, zamiast dyni czy banana, możemy dodać sok z  połówki cytryny i otartą skórkę z 1 cytryny. Zamiast cukru możemy dodać miód. Zamiast żurawiny orzechy, rodzynki, śliwki, morele itd. Nie musimy wcale dodać przypraw, jak cynamon, czy imbir (ta wersja, jak już pewnie zauważyliście jest zarezerwowana dla dyni). Możemy też nie dodawać cukru i zamiast przypraw wsypać swoje ulubione zioła - kminek, oregano, tymianek, to wszystko również będzie pasowało do bułeczek śniadaniowych. W takiej wersji ziołowej, do maślanki nie dodawać już nic, jedynie podwoić jej ilość.

Na zakończenie Foster the People "Miss you" :

Paulina.

środa, 19 września 2012

OFERTA LAST MINUTE



Mimo jesieni w sklepach możemy znaleźć jeszcze trochę letnich produktów. Czas nektarynek, malin, brzoskwiń, czy borówek powoli się kończy, dlatego należy dogadzać sobie póki można i robić ostatnie w tym sezonie przysmaki z tych produktów.
W związku z tym korzystając z ostatków dobrodziejstw lata, postanowiłam przygotować tartę z nektarynkami. Przepis szybki, nieskomplikowany, a co najważniejsze pysznie owocowy. Ciasto w sam raz do zjedzenia na leniwe popołudnie w towarzystwie dobrej herbaty - smakołyk, z którym możemy usiąść w ogrodzie/na balkonie i cieszyć się ostatnimi ciepłymi dniami tego roku.





TARTA Z NEKTARYNKAMI I MIGDAŁAMI:

kruche ciasto

6 nektarynek
garść migdałów, pokrojonych na grubsze cząsteczki
łyżka cukru do posypania na wierzch

Formę do tary wysmarować masłem i spód wyłożyć połową ciasta. Następnie pokroić nektarynki na plasterki i poukładać jak najściślej siebie. Posypać migdałami i przykryć drugą połową ciasta. Wierzch oprószyć cukrem. Wstawić do nagrzanego do 200°C piekarnika, piec do momentu aż ciasto się zarumieni. 
Dzięki temu, że nektarynki są schowane pod kołderką kruchego ciasta, są miękkie i soczyste, a nie wysuszone przez piekarnik. Samo ciasto, najlepiej aby było mocno maślane. Zamiast migdałów natomiast można użyć orzechów laskowych.
Równie dobrze tartę można przygotować też w sposób tradycyjny - czyli bez górnej warstwy ciasta. Wtedy jednak należałoby ułożyć na wierzchu więcej nektarynek, a orzechy byłyby wtedy bardziej chrupiące i podpieczone.

Na zakończenie polecam wszystkim utwór "Relator" wykonany przez duet Scarlett Johansson & Pete Yorn. Polecam przy tym cały album, jaki nagrała ta słynna hollywoodzka aktorka z muzykiem i tekściarzem Pete Yorn'em pt. "Break Up".

Paulina.

sobota, 15 września 2012

JESIEŃ CZAS ZACZĄĆ - SEZON DYNIOWY TRWA !

Mimo, że wciąż mamy piękną pogodę, wakacje niestety się już skończyły. Jeszcze nigdy tak szybko nie minęło mi lato. Lipiec i sierpień dosłownie przeleciały mi przez palce, a ja nawet tego nie odczułam. Ciągle w rozjazdach, jednocześnie pracując, nie zauważyłam nawet, że mija kolejny dzień, tydzień, czy miesiąc. I oto jestem, zdumiona, gdy w kalendarzu gości już od ponad dwóch tygodni wrzesień. Dlatego dziś wpis reasumujący lato - pomyślałam, że przyda się trochę nostalgii po dwóch miesiącach słońca, spotkań po latach, doglądania starych kątów oraz odrobiny zwiedzania, a jednocześnie należałoby powitać jesień w wielkim dyniowym stylu.

Uwielbiam jesień - kolorowe korony drzew, chłodniejszy wiatr i dynie ! W moim domu nigdy nie jadaliśmy dyni, w związku z czym pierwszy raz spróbowałam jej mając dopiero 20 lat. Wiem, że pewnie niektórzy w tym momencie muszą być bardzo zdziwieni, ale cóż mogę powiedzieć - to prawda. Niezaprzeczalnym faktem jest również to, że to była miłość od pierwszego zjedzenia, zdecydowanie. Tak więc, gdy tylko zaczyna się wrzesień, a w sklepach pojawiają się wielkie pomarańczowe głowy, wpadam w tak zwany "sezonowy szał". P. wykręca oczami gdy z zaróżowionymi od emocji polikami wyszukuję coraz to nowe przepisy na dania z dynią. Biedak potem musi ze mną latać po mieście i taszczyć co ładniejsze okazy. Cóż, biadoli przy tym i stęka okrutnie, dając mi do zrozumienia, że jest mu ciężko i przesadzam, jednak nie skarży się zbytnio potem, gdy już mu podsuwam pod nos przepyszne ciasto. Tak to jest z łakomczuchami właśnie - zapominają o "tragedii", gdy mają już w zasięgu wzroku coś smakowitego - a ja zawsze wykorzystuję łakomstwo P. jako moją kartę przetargową :)

Wracając do dyń - dzisiaj kojarzy nam się głównie z ozdobą robioną w USA na Halloween (nawiasem mówiąc jestem ogromną przeciwniczką wprowadzania tego typu tradycji do Polski). Mi natomiast kojarzy się z kilkoma smacznymi przepisami, takimi ulubionymi i wypróbowanymi, do których uwielbiam wracać, gdy nastaje dyniowy sezon i na skorzystanie z których czekam cały rok! Przyznaję, iż są to głównie ciasta (ponieważ dynia w odsłonie "na słodko" jest moją faworytką), jednak znalazłam i ukochałam też kilka przepisów obiadowych. Tam da dam, a oto one:


DYNIOWA TARTA AMERYKAŃSKA, PODAWANA NA ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA:

ciasto kruche - podawałam już na nie wielokrotnie przepis i możecie je znaleźć między innymi w wpisie o babeczkach lub tarcie tatin, albo też skorzystać tutaj ze swojego sprawdzonego przepisu

Farsz dyniowy:
1 i 1/4 szklanki musu z dyni
2 jajka
pół szklanki cukru
1 szklanka mleka skondensowanego (używam niesłodzonego - raz, bo jest tańsze; dwa, bo słodzimy już cukrem i nie widzę potrzeby, aby dosładzać jeszcze bardziej)
1 łyżeczka cynamonu
pół łyżeczki imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
pół łyżeczki soli

Jeśli chodzi o mus z dyni, to robię go w taki sposób, iż samą dynię obieram, kroję w kostkę, a następnie gotuję do miękkości w garnku. Później ją odsączam i miksuję. 
Gdy dynia już przestygnie, dodać do niej wszystkie składniki, oprócz mleka skondensowanego i zmiksować. Dopiero wtedy można dodać mleko i zmiksować jeszcze raz na gładką masę. 
Przelać masę do wyłożonej kruchym ciastem formy i piec w 190°C do momentu, aż ciasto się zarumieni, a farsz stężeje.

Bardzo pyszny i zaskakujący deser. Smak nietypowy i mimo niezłej korzennej mieszanki, dzięki skondensowanemu mleczku nabiera delikatności. Polecam wszystkim dyniożercom !


CHLEBEK BABANOWO-DYNIOWY:

100g dyni pokrojonej w kostkę
2 szklanki mąki
1 1/2 szklanki płatków owsianych
1/2 szklanki cukru
2 płaskie łyżeczki sody
pół łyżeczki cynamonu
50g roztopionego masła
1/4 szklanki oleju
2-3 łyżki miodu
2 jajka
1 duży banan - zmiksowany na mus
pokruszone orzechy laskowe na wierzch

W jednej misce wymieszać składniki suche: mąkę, sodę, cynamon, cukier i płatki owsiane.
W drugiej misce wymieszać składniki mokre: masło, olej, miód, jajka oraz zmiksowanego banana.
Do miski ze składnikami mokrymi dodawać stopniowo składniki suche, cały czas miksując. Gdy obie masy już się połączą, dodać do nich pokrojoną w kostkę dynie i wymieszać ciasto łyżką. Następnie przelać je do keksówki (ja wybrałam mniejszą i dość szeroką - około 12cm x 30cm) i posypać pokruszonymi orzechami laskowymi.  Wstawić ciasto do nagrzanego do 170°C piekarnika. Piec od 45 minut do godziny. Wszystko zależy jednak do piekarnika, przepis pokazuje jedno, a rzeczywistość okazuje się inna. Ja na przykład trzymałam ciasto prawie godzinę i 20 minut, ponieważ po 45 minutach było w środku jeszcze surowe. Najlepiej więc piec do tego momentu, aż patyczek wsadzony w środek będzie suchy ;)

Świetny na śniadanie ! Orzechy są podprażone, a samo ciasto słodkie i o drobinę lepkie - zasługa miodu. W oryginalnym przepisie sugerowali dodać 1/3 szklanki miodu + dodatkowo 2 łyżki dżemu ananasowego, stwierdzam jednak, iż wtedy chlebek jest zdecydowanie za słodki. No i cóż, w oryginalnym przepisie zabrakło orzechów, ale pomyślałam, że miło by było przy tej owocowo-korzennej mieszance coś pochrupać - i tak orzechy weszły na stałe do przepisu.

ZAPIEKANKA Z DYNI, PORA I PIECZAREK POD CIASTEM FRANCUSKIM:

2o0g pieczarek - pokrojonych w plasterki
300g dyni - pokrojona w kostkę
275g ciasta francuskiego (bardzo dobre i tanie można znaleźć w sieci sklepów, które lubią urządzać tygodnie z produktami z różnych państw)
1 por - pokrojony w plasterki
200ml wody + kostka rosołowa
4 łyżki śmietany słodkiej 30%
sól, pieprz, zioła prowansalskie
gałka muszkatołowa

olej
1 białko

Rozgrzać na patelni olej i wrzucić na niego pora. Smażyć około 7 minut, a następnie dodać pieczarki. Po 5 minutach smażenia dodać dynię. Jeżeli patelnia nie jest zbyt szeroka i głęboka, w następnym etapie przygotowań należy przełożyć warzywa do rondelka. Wlać bulion i gotować pod przykryciem 5 minut. Następnie zdjąć przykrywkę i gotować kolejne 5 minut, aby płyn troszkę odparował. Dodać śmietanę oraz przyprawy i porządnie wymieszać.
Tak gotowy farsz przełożyć do formy, a na wierzchu ułożyć gotowe ciasto francuskie. Nadmiar ciasta odkroić, a pozostałe z niego skrawki można wykorzystać do dekoracji na wierzchu - ja wycięłam listki. Należy pamiętać, aby dobrze posklejać brzegi, a wierzch posmarować białkiem.
Piec około 30 minut w 180°C. - Dodam tylko, że palce lizać !
Maślane ciasto, kremowy sos, delikatne pieczarki i słodkawa dynia - wszystko to idealnie się komponuje w całość. Mimo, iż jest to wersja wegetariańska, śmiało mogę powiedzieć, że najecie się nią tak samo, jakby była z mięsem.


KOTLECIKI DYNIOWE:

200g dyni (zetrzeć na tarce lub zrobić mus z dyni - przygotować tak samo, jak do ciasta amerykańskiego)
1 jajko
1,5 łyżki masła lub oleju
1/2 szklanki mąki + do obtoczenia
1-2 łyżeczki imbiru sproszkowanego
sól, pieprz

Wymieszać wszystkie składniki razem, uformować małe, lekko spłaszczone kotleciki, a następnie obtoczyć je w mące. Smażyć na oleju z dwóch stron, aż będą rumiane.
Idealne do sałaty, można podawać też z boku smażone z cebulką pieczarki. To jedno z tych dań, które lubię podawać na obiad, aby pokazać P., że nie tylko mięso nadaje się na kotlety. Podobnie jak zapiekanka, kotleciki z dynią są równie sycące.

 Na zakończenie polecam utwór grupy Travis, pojawiającej sie na tym blogu już drugi raz. Ty razem będzie to utwór "Re-Offender":

Paulina.