środa, 24 października 2012

A MATTER OF CHOICE

Monika Blatton "Rozstaj dróg"
**************************************************************************************************************
Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie.
Żal, że nie mogłem przebyć obu 
- Samotny wędrowiec, którego w świat niesie. 
Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej progu,   
Jak skręca w oddali i w poszyciu znika. 

Wybrałem tę drugą, gdyż chęć nieodparta, 

Słuszność decyzji motywowała, 
Jakby chciała być przeze mnie przetarta, 
Choć od pierwszej się nie odróżniała, 
A obie były wytyczone. 

Tamtego ranka wyglądały na podobne. 
Nie było śladów żadnego człowieka. 
Na pierwszą powrócę - rzuciłem na odchodne 
Wiedząc, jak droga potrafi być daleka. 
Wątpiłem jednak, czy powinienem powrócić. 

Nieraz mnie to wspomnienie poniesie, 
Gdy będę rozważał drogę obraną. 
Dwie drogi rozchodziły się w lesie, 
A ja? Ja obrałem tą mniej uczęszczaną. 
I to właśnie wszystko odmieniło. 


Robert Frost "Droga".


"Fear of choice" Mona Shomali


Ile razy w życiu borykamy się z podobną sytuacją? Jakby na to nie patrzeć, ciągle znajdujemy się na rozstaju dróg, jednak jeśli chodzi o mniejsze wybory, w ogóle tego nie zauważamy. Nie zdajemy sobie sprawy, że czasami, nawet najdrobniejszy szczegół, który wpływa na naszą decyzję, ma ogromne znaczenie. Każdy krok, każda myśl prowadzą nas do zmiany w naszym życiu. Nie zastanawiając się zazwyczaj wybieramy to, co będzie oznaczało krótszą, mniej bolesną drogę. Dopiero po jakimś czasie docierają do nas konsekwencje własnych wyborów. Gdybyśmy w przeszłości podjęli inną decyzję, nasze życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej, nie zawsze oznaczałoby to, że "lepiej", jednak po prostu inaczej, włączając w to miejsce zamieszkanie, partnera u naszego boku, karierę, a co za tym idzie, wpłynęłoby znacznie na nasze "szczęście". Po ponad sześciu latach od zdecydowania, gdzie ostatecznie pójdę na studia, pojęłam jak bardzo różniłoby się moje życie, gdybym jednak ostatecznie wybrała Warszawę, będącą w tamtym czasie w pojedynku z Białymstokiem. Moje życie przyjęłoby zupełnie inny scenariusz, tak diametralnie różny od tego, który ostatecznie wszedł w życie te sześć lat temu. 



"The Choice" Xiao Ping

Po pierwsze, ja i P. nie bylibyśmy razem, a w tej chwili nie wyobrażam sobie nikogo innego u mojego boku. Nie poznałabym tylu fantastycznych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt, mimo, iż nie spotykamy się już na zajęciach na wydziale filologii. Gdyby nie D., być może nigdy nie uwierzyłabym do końca w to, że w życiu można osiągnąć wszystko, jeśli tylko się tego chce i ma się wystarczająco samozaparcia, aby do tego dążyć mimo wszystko. Kto wie, czy bym w ogóle nauczyła się gotować i to polubiła? Zaczęłam to robić, od kiedy zamieszkałam z P. i słowa jego aprobaty dla każdego posiłku (a bądźmy szczerzy, jak wiadomo nie od razu Rzym zbudowano, tak i moje dania były na początku raczej mało jadalne) spowodowały, iż w mojej głowie zaczęła kiełkować myśl - "chyba to polubię, może nawet będę to robiła częściej". Jak bardzo inną byłabym wersją samej siebie, gdybym podjęła tylko jedną, jedyną decyzję i wybrała tę drugą drogę?

I tak jak w wierszu R. Frosta, mimo że wybrałam inne miasto, mam ciągle nadzieję, że powrócę na tamtą drogę prędzej czy później i przeprowadzę się do stolicy - przecież od zawsze tego chciałam. Problem w tym, że gdy zajdzie się już za daleko, ciężko się zawrócić i zacząć wszystko od początku. Kto jednak powiedział, że to niemożliwe? Możliwe, tylko trudne do wykonania. Czym jest życie, jeśli nie ciągłą walką oraz ciągłym zmuszaniem nas do dokonywania wyboru? Dla tych, których interesuje podobna tematyka zachęcam do obejrzenia filmu "Mr. Nobody", o człowieku i trzech różnych scenariuszach jego życia, zależnych od dokonywanych przez niego wyborów - poczynając od dzieciństwa.

Na zakończenie coś bardziej przyziemnego - gotowanie. Często zapewne stoicie przed wyborem, jakże trywialnym, "co na obiad"? Cóż, niby mało znaczący wybór, jednak powraca cyklicznie, bo niemalże codziennie. Osobiście, gdy muszę dokonać selekcji między jednym daniem a drugim, kieruję się zazwyczaj upodobaniami żywieniowymi P. Pomidory i mięso brzmi niezwykle kusząco, jednak rybka też jest niczego sobie, a łakome brzuszysko lubi trochę poeksperymentować i łase jest na nowości. Hm... Tough one. 

ZAPIEKANKA Z KIEŁBASY I POMIDORÓW:
2 większe opakowania pomidorków cherry
2 gałązki rozmarynu
2 gałązki tymianku
2 listki laurowe
łyżka suszonego oregano - lub 2 gałązki świeżego
kiełbaski - takie, które nadają się do pieczenia lub na grilla
oliwa
ocet balsamiczny
sól, pieprz

Pomidorki przekroić na połówki (lub jeśli wolicie, możecie wrzucić całe) i wrzucić do dość głębokiej brytfanki. Dorzućcie kiełbasę - jeśli wybraliście małe kiełbaski, nie musicie nic z nimi robić, jeśli natomiast wybraliście dużą kiełbasę, tak jak ja, pokrójcie ją na małe 3-centymetrowe kawałki. Dodać zioła, skropić oliwą i octem balsamicznym, plus przyprawy - i wszystko wymieszać. Jeśli chodzi o oliwę i ocet - dodawajcie tego tyle ile uważacie, pamiętajcie jednak, że kiełbaski puszczą trochę tłuszczu. Osobiście polałam wszystko łyżką oliwy i dwoma lub nawet trzema łyżkami octu. Do tego dania lepiej użyć zwykłego octu balsamicznego, a nie jego koncentratu, ponieważ ocet i tak się zredukuje tworząc słodkawy sos.
Wkładamy brytfankę do nagrzanego do 190°C piekarnika i pieczemy pół godziny. Po tym czasie możemy wyjąć brytfankę, wszystko porządnie wymieszać - tak aby kiełbaski, a przynajmniej ich część obróciła się na drugą stronę - i pieczemy jeszcze od 15 do 30 minut.
Bardzo prosty przepis, który nie wymaga większej uwagi, ani wielu przygotowań. Wystarczy, że wszystko porządnie wymieszamy, a piekarnik zrobi za nas resztę. Dobrym dodatkiem są ziemniaki, ryż lub po prostu pieczywo. Możecie też zrobić do tego sałatę z octem balsamicznym lub sosem vinaigre. Przepis zaciągnięty (lekko zmodyfikowany, jeśli chodzi o proporcje składników) z programu "Jamie w domu" Jamiego Olivera.


MORSZCZUK NA SZYBKO:
(Przepis na dwie porcje)

  • 2 filety z morszczuka (polecam kupować w sklepie z robaczkiem w tle - za 6 filetów 11zł), może to być równie dobrze każda inna ryba
  • pęczek świeżej kolendry - posiekanej
  • pęczek świeżej melisy - posiekanej
  • 2 garści roszponki
  • ryż lub błyskawiczne płatki ryżowe (ryż - 1 torebka, płatki ryżowe - pół opakowania)
  • czarne oliwki greckie (polecam kupować te z sieci sklepów, które urządzają tygodnia kuchni zagranicznych)
  • pół czerwonej cebuli, pokrojonej w piórka
  • dwa plasterki limonki lub cytryny

Filety z morszczuka podsmażyć na patelni. Na talerzu ułożyć wymieszane ze sobą : kolendrę, melisę i roszponkę. Gdy ryba się usmaży, każdy z filetów pokroić na trzy lub dwie części, a na pozostałej na patelni oliwie podsmażyć króciutko cebulkę z oliwkami. Zalać wrzątkiem błyskawiczne płatki ryżowe, odcedzić je i ułożyć na ziołach. Na płatki położyć rybę oraz cebulkę z całymi oliwkami. Wszystko to oprószyć solą, pieprzem i polać sokiem z limonki.


Czas robienia - 15 minut. Bardzo szybki obiad dla tych, którzy czują awersję do spędzania czasu w kuchni. Właściwie ten przepis to szalony pomysł mój i P. Tego dnia nie chciało się nam nic robić, ale chcieliśmy zjeść coś dobrego i ładnie wyglądającego. No i tak powstał "Morszczuk na szybko".


Polecam również książkę Jack'a Kerouac'a "W drodze" (na którą jest ostatnio znowu moda), o której powiedziałabym , że jest o ciągłym poszukiwaniu siebie, życia, które chciałoby się wieść, a które się wiedzie. Jednocześnie, to co mnie chyba najbardziej pociąga w tego typu literaturze, jest precyzyjne ukazanie ówczesnego świata, końca lat 40-tych XX wieku w Ameryce. Tego z czym borykał się wtedy cały kraj, jak i z czym borykali się pojedynczy ludzie. Od lat byłam zafascynowana Ameryką lat powojennych, poczynając od końca lat 40-tych właśnie, kończąc na latach 70-tych. I mimo, iż ciężko połapać się w ogromnej ilości nazwisk wprowadzanych od samego początku przez autora, klimat oraz język, którym się posługuje Kerouac, sprawiają, iż mam ochotę "zwinąć" komuś auto i ruszyć w drogę. Na wariata, prawie bez grosza, ale za to z głową przepełniona ideałami oraz wizjami rozciągającej się przede mną świetlanej przyszłości.

A na zakończenie trochę muzyki, nie z czasów Kerouac'a niestety, jednak coś z naszych czasów:
Arcade Fire "We used to wait":
Arcade Fire "The Suburbs":
Red Hot Chili Peppers "Cabron":


Paulina.

niedziela, 14 października 2012

LA PASTA ITALIANA



Czasami najprostsze i niezbyt wyszukane posiłki potrafią zamienić się w wyrafinowaną ucztę. I nie potrzeba do tego nietypowych składników oraz wielu godzin przygotowań. Wszystko sprowadza się do estetyki - tego jak danie wygląda oraz tego, jak się je podaje. Więc gdy przychodzicie zmęczeni z pracy, marząc o czymś dobrym na talerzu, a jednocześnie nie chcąc przestać reszty wolnego wieczoru w kuchni, proponuję makaron. Pasta wydaje się być w tym przypadku idealna - robi się ją szybko, a długie nitki potrafią splątać się ze sobą w szybki i ładny sposób. Jeszcze tylko akcent w postaci odpowiedniej serwetki i ewentualnie kieliszka wina. I kolacja gotowa - kto powiedział, że trzeba się przy niej napracować - mi i P. wystarczył tylko kwadrans.
Jest to już kolejny przepis z cyklu "kod czerwony" - dla leniwych / zmęczonych / zapracowanych, a lubiących sobie dogadzać, jednocześnie ciesząc oczy posiłkiem, który jedzą.



Tagliatelle "na szybko"
Wariant nr 1:
  • makaron tagliatelle (według uznania)
  • pół słoiczka suszonych pomidorów, pokrojonych w paseczki (jeśli robicie tagliatelle dla więcej niż dwóch osób, proponuję wykorzystać cały słoiczek)
  • garść listków świeżej bazylii lub oregano, tymianku, czy pietruszki - albo wszystko na raz, jeśli ktoś tak woli
  • łyżka kaparów
  • zamiast zwykłej oliwy do smażenia można wykorzystać tę ze słoiczka z suszonymi pomidorami

Tagliatelle gotuje się bardzo szybko, w kilka minut, dlatego radzę najpierw pokroić pomidory i w momencie, gdy wrzucicie je na patelnię, zacząć gotować makaron. Do pomidorów na patelni dodać kapary i ewentualnie troszkę zalewy z pomidorów, ale nie za dużo, aby danie nie wyszło zbyt tłuste. Właściwie pomidory mieszać na patelni do chwili, gdy makaron będzie gotowy. Pastę odcedzić, przerzucić ją z powrotem do garnka i dorzucić pomidory z kaparami z patelni. Wszystko wymieszać i dodać świeże zioła - wymieszać ponownie. Można dodać sól i pieprz do smaku, jednak to również zależy od Waszych indywidualnych upodobań. Jeśli chcecie, możecie danie oprószyć serem, my z P. jednak zdecydowaliśmy się tego nie robić.

Wariant nr 2:
  • tagliatelle szpinakowe
  • 2 garście czarnych oliwek, przekrojonych na pół
  • pół słoiczka suszonych pomidorów, pokrojonych w paseczki
  • 1 ząbek czosnku, zmiażdżony
  • ewentualnie parmezan do oprószenia oraz świeże zioła

Postępować tak samo, jak z przepisem wyżej. Z tym, że najpierw wrzucić oliwki, smażyć minutę lub dwie i dopiero wtedy dorzucić pomidory i czosnek. Reszta wygląda tak samo - odcedzić makaron, przełożyć z powrotem do garnka i dopiero wtedy dodać farsz i ser, a na koniec wszystko wymieszać.
Jak sami widzicie oba warianty nie wyróżniają się niczym niezwykłym - jest to po prostu makaron z niewielką ilością składników, stojących w lodówce od jakiegoś czasu. Zazwyczaj robimy makaron w sosie pomidorowym lub śmietanowym, te wersje są chyba najpopularniejsze, ale nie trzeba wcale gotować sosu, wystarcz, że wybierzemy soczyste składniki i nic więcej nie potrzeba. Poza tym osobiście chyba wolę tego typu przepis, nie tylko dlatego, że jest on naprawdę szybki w przygotowaniu, ale dlatego, że smakuje tak dobrze :)

Na zakończenie utwór Yolanda Be Cool Vrs DCup  "We No Speak Americano" - może nie jest to muzyka, której zazwyczaj słucham, czy w ogóle przepadam, jednak dla tego jednego utworu zrobiłam wyjątek - właśnie ze względu na urocze wstawki na początku i w środku utworu. 

Paulina.