Śnieg ! Wszechobecny biały puch przykrył świat i wszystko wydaje się być od razu czystsze, milsze, łagodniejsze. Wiem, że wielu z Was za zimą nie przepada i pewnie nie cieszycie się w tej chwili jak ja. Ale nawet Ruda, która mogłaby na stałe zamieszkać w Laponii, musi się jakoś rozgrzać i najlepszym na to sposobem są właśnie zupy. Kiedyś nie cierpiałam zup. Serio - o wiele bardziej wolałam konkretne drugie danie - kotleta, ziemniaki i porządną surówkę. Ale w miarę jak dorastałam zaczęłam zupkować, więc dziś jestem ogromny fanem zup. Najczęściej robię zupy warzywne, na bezmięsnych bulionach. Często potem miksuję je na krem. Wczoraj jednak miałam sen. Sen, który wywołał we mnie ogromną falę nostalgii, aż obudziłam się w środku nocy z mokrymi policzkami. Były to trochę łzy tęsknoty, ale i szczęścia.
Śniło mi się, że znowu byłam mała i siedziałam u dziadków w Gołdapi w dużym pokoju, na fotelu, a za oknem pada śnieg. Ferie zimowe. Dziadek siedział naprzeciwko i szukał czegoś w atlasie. Do pokoju weszła babcia, niosąc talerz zupy. Powąchałam. Grochówka. Na boczku. Postawiła talerz przed dziadkiem, wróciła do kuchni i przyniosła talerz dla mnie, postawiła też talerz ze świeżo krojonym chlebem na środku stołu. Zaczęliśmy jeść i zapytałam dziadka:
- A lubisz grochówkę?
- Lubię. Bardzo lubię.
- A dlaczego jesz ją z chlebem ?
- Bo taka mi smakuje.
- Ale w zupie są już ziemniaki. To po co ten chleb ?
- Tak się jadło u mnie grochówkę.
- Ja nie lubię z chlebem. - powiedziałam dziadkowi.
- A próbowałaś ? - zapytał.
- Nie. Ale wiem, że by mi nie smakowało. - odpowiedziałam pewnie.
- Skąd możesz wiedzieć, skarbula, skoro nigdy nie jadłaś ? - zapytał dziadek.
Popatrzyłam jak moczy chleb w zupie i go zjada. Sięgnęłam po kromkę, nabrałam łyżką zupy i zagryzłam ją chlebem.
- I jak ? - zapytał.
- Może być. - powiedziałam niechętnie, choć było widać, że mi smakuje. Dziadek się roześmiał.
Przez chwilę jedliśmy w ciszy, po czym zapytałam.
- Dobrze Ci tam jest ?
- A widzisz, aby mi było źle ?
- Wyglądasz na szczęśliwego. I młodszego. Ale nie odpowiedziałeś na pytanie.
Popatrzył na mnie uważnie i lekko się uśmiechnął.
- U mnie w porządku, skarbula, mną się nie martw. A u ciebie dobrze ?
Potaknęłam, po czym pogmerałam łyżką w zupie, wyjadając pojedyncze ziarenka grochu.
- Urodziłam córeczkę. - powiedziałam jakby od niechcenia. Pokiwał głową i powiedział:
- Wiem, skarbula, wiem.
- Tęsknię wiesz ? To już 4 lata. - powiedziałam ze łzami w oczach, a o tylko się uśmiechnął:
- Naprawdę ? Bo mi się wydaje, jakby to było tydzień temu, a my spotykamy się co chwilę na pogawędkę. Łapiesz mnie na spacerze po łące, w mieście podczas przechadzki, nawet nie dasz zjeść zupy, skarbula.
- A co ja poradzę ? To ty mi się śnisz. - wzruszyłam ramionami i zjadłam jeszcze trochę zupy, zagryzając ją chlebem.
- Wnuczka, zobaczysz jak szybko CI to wszystko minie i nim się obejrzysz, znów się spotkamy. Jak chcesz, to Cię przywitam grochówką.
- No ja myślę. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Powinienem już iść. - powiedział dziadek, po czym wstał, podszedł do szafy w przedpokoju, wyjął z niej kurtkę, którą następnie założył. Przekręcił klucz w drzwiach wyjściowych i otworzył je. Jeszcze tylko się odwrócił i powiedział:
- Dbaj o Z. I podoba mi się ten pomysł z nazwaniem syna po mnie.
- Słyszałeś jak to mówiłam ?
- Ja wszystko słyszę, wnuczka. Ucałuj mamę i babcię. Jak zobaczysz K., to powiedz, że go mocno kocham. Kocham Was wszystkich i czekam, tylko się zbytnio nie spieszcie. - Przytulił mnie, a ja poczułam jego wodę do golenia i krem Nivea.
Zamknął drzwi i się obudziłam.
2.38 nad ranem.
- Zrobię dziś grochówkę. - Powiedziałam w ciemnościach do P.
- Yhyyyy...
Od razu zaznaczam, że nie gotowałam zupy na kościach, tylko dałam sam boczek. Powody są dwa :
1. Chciałam trochę odchudzoną wersję, a mięso z kością bardzo by zupę obciążyło
2. Nie chciało mi się nic odmrażać
Jeśli jednak chcecie, aby wasza zupa była treściwsza, ugotujcie ją na kościach, sprzedawanych w sklepach mięsnych albo na szyi indyczej.
GROCHÓWKA
1 szkl. grochu moczona wcześniej w 2 szkl. wody przez noc
2 średnie marchewki - każda pokrojona na 4 kawałki
1/4 korzenia selera - przekrojony na 4 kawałki
1 duży korzeń pietruszki- pokrojony na 4 kawałki
2 duże ziemniaki - pokrojone w drobną kostkę
1 średnia biała cebula - pokrojona w drobną kostkę
10-centymetrowy kawałek pora - przekrojony na pół wzdłuż całej długości
2 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
2 l wody
kawałek surowego wędzonego boczku - pokrojony w pałeczki
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
majeranek
Marchew, seler, korzeń pietruszki, liście laurowe i zielę angielskie zalać woda i zagotować.
Zmniejszyć ogień, gotować pod przykryciem przez mniej więcej 20 minut. Dodać groch, cebulę i boczek i gotować przez 30 minut. Na sam koniec dodać ziemniaki i gotować do miękkości, czyli jakieś 12-15 minut. Posolić, dodać pieprz i majeranek, gotować jeszcze 2 minuty.
Paulina.












