Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danie obiadowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danie obiadowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

PINK RISOTTO -with beetroot & fennel

Po pochmurnych i wydawałoby się bezbarwnych tygodniach nabrałam ochoty na coś wyrazistego - w wyglądzie i smaku. Dostałam piękne buraczki  z ogrodu mamy, a w sklepie zakupiłam ukochany przeze mnie fenkuł. I tak wyszła ta cudowna wariacja - czerwone burczane risotto z duszonym koprem włoskim. Aromatyczne połączenie buraków i anyżowego fenkułu to coś co umiliło mi dzień :)
PINK RISOTTO
(for 2 people)
1 large raw beetroot - grated
a half of fennel - finely cut
1 shallot - finely chopped
2 tablespoons of butter
150 g of Arborio rice
0.5 liters of vegetable or meat stock
115 ml of dry white wine or prosecco
4 tablespoons of grated Parmesan or other hard cheese
salt, black pepper
1 tablespoon of fennel dill

Dissolve 1 tablespoon of butter in a pan, fry the chopped shallots and grated beet. Add the rice, stir, pour the wine and cook. In a separate saucepan, heat the stock. When the alcohol evaporates, pour the rice with 1/3 volume of broth. Stir constantly until the stock is absorbed in the rice and repeat this step twice. Season with salt and pepper.
Dissolve the rest of the butter in a saucepan, toss inside sliced ​​into thin strips fennel and cook for about 10 minutes, until the fennel is tender. 
Combine the fennel with rice and place on a plate. Sprinkle with dill.
RÓŻOWE RISOTTO
(na 2 osoby)
1 duży surowy burak - otarty na tarce (na dużych oczkach)
pół bulwy kopru włoskiego (fenkułu) - pokrojony w cienkie piórka
1 szalotka - posiekana
2 łyżki masła
150 g ryżu Arborio
0,5 l wywaru warzywnego lub mięsnego
115 ml wytrawnego białego wina lub prosecco
4 łyżki startego parmezanu lub innego twardego sera
sól, pieprz
1 łyżka koperku z bulwy fenkułu

1 łyżkę masła rozpuścić w rondlu, podsmażyć na nim posiekane szalotki oraz otartego buraka. Dodać ryż, wymieszać, zalać winem i gotować. W oddzielnym rondelku podgrzać wywar. Gdy alkohol wyparuje, podlać ryż 1/3 objętości bulionu. Mieszać cały czas do momentu, aż wywar wsiąknie w ryż i powtórzyć tę czynność jeszcze dwa razy, aż zużyjemy cały płyn. Przyprawić solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.
Rozpuścić pozostałą część masła w rondelku, wrzucić do środka pokrojony na cieniutkie paseczki fenkuł i smażyć około 10 minut, do momentu, aż koper włoski zmięknie.
Połączyć koper włoski z ryżem i wyłożyć na talerz. Posypać koperkiem.

Paulina.

poniedziałek, 10 października 2016

GRILLED SWEET CORN SOUP

Przyszły prawdziwe chłody i nic nie potrafi tak umilić szarego, deszczowego dnia jak pożywna zupa. Natchniona tym, że P. jest w Ameryce, postawiłam na kukurydzę. Czyż nie ma nic bardziej amerykańskiego (oprócz burgerów...), niż kukurydziane danie ? Do corn dogów jakoś się nie garnęłam (pomijając fakt, że parówka w takim cieście trochę przyprawia mnie o mdłości). Chleb kukurydziany byłby dobry dla większej ilości osób, a na razie w domu jestem tylko ja, Z., która no niestety, ale wciąż jest na mleku i Bebe, która jada z kolei wszystko, ale pół blaszki chleba to byłaby lekka przesada. Więc z takich klasycznych amerykańskich przepisów z kukurydzą, została mi zupa. Dobrze się nawet składało, bo zupa jest naprawdę dobrym wyjściem dla zabieganych - można jej zrobić więcej, a potem szybko odgrzać. A po przyjściu z chłodnego podwórka, miska takiej gorącej, parującej zupy jest naprawdę zbawienna.

KREM Z GRILLOWANEJ KUKURYDZY:
1 marchewka
1 korzeń pietruszki
4 łyżki pokrojonego w plastry pora
1l wody lub bulionu
3 kolby kukurydzy
1 ząbek czosnku
sól, pieprz
1 łyżka masła lub oleju kokosowego
szczypta posiekanej świeżej natki
szczypta wędzonej papryki

Kukurydzę zgrillować na patelni, po czym ostudzić i skroić nożem nasiona.
Marchew i korzeń pietruszki pokroić i wrzucić do garnka z wodą. Zagotować. Dodać pora i kukurydzę i zmiażdżony ząbek czosnku. Gotować 10-15 minut, po czym zmiksować zupę blenderem. Doprawić solą i pieprzem, dodać łyżkę masła. Chwilę jeszcze podgotować i zupka jest już gotowa. 
Na talerzu posypać papryką, natką i kawałkami grillowanej kukurydzy.

GRILLED SWEET CORN SOUP 
1 carrot
1 parsley root
4 tablespoons of sliced leek
1 liter of water or broth
3 corns on the cob
1 clove of garlic
salt & pepper
1 tablespoon of butter or coconut oil
a pinch of chopped fresh parsley
a pinch of smoked paprika

Grill the corns in the pan, then cool them and cut the seeds with a knife.
Cut carrots and parsley root and put into a pot with cold water. Bring to a boil. Add the leek and corns and crushed clove of garlic. Cook for 10-15 minutes, then blend the soup with a hand blender. Season with salt and pepper, add a tablespoon of butter or coconut oil. Cook for a while (5 more minutes) and the soup is ready.
On a plate sprinkle with smoked red paprika, parsley and slices of grilled corn.





Na poprawę humoru soundtrack z "Amelii"


Paulina.

wtorek, 27 września 2016

THE EASIEST AND THE YUMMIEST DINNER RECIPE

Mój małżonek (trochę już go z opowieści znacie) podchodzi bardzo sceptycznie do "mniej tradycyjnych" produktów i dań. Jego definicja słowa "weganizm" jest dość dosadna, a na słowa typu "spirulina", czy właśnie "komosa", reaguje wywracaniem oczu i pobłażliwym uśmieszkiem. Ale co by tu o moim mięsożercy nie mówić, zawsze spróbuje mojego wynalazku i nawet jeśli będzie to danie bez mięsa, bez jajek, bez mleka, "bez smaku" jak on to mówi, to gdy mu posmakuje, rzeczywiście potrafi pochwalić. Sam się pewnie przy tym dziwi, ale jednak ! 
Trafiłam ostatnio na okazję - duże opakowanie komosy ryżowej stało przecenione, pyszniło się w jarzeniowym świetle sklepowej alejki. Chwyciłam chciwie zdobycz i popędziłam do kasy. Zrobiłam ją tego samego dnia na obiad. Podając P. jego talerz (z kawałkiem kurczaka z boku) spodziewałam się stosownego komentarza.. Popatrzył sceptycznie na danie i zapytał:
- A co to ?
- Komosa ryżowa.
- A tak po polsku ?
- Po polsku to komosa ryżowa.
- Aha.... Czyli co to jest ?
- To taka roślinka. Jemy ją jako "kaszę" lub "ryż", są też z niej mąki.
- Aha... Czyli znowu jakiś wynalazek, tak ?
- Jedz nie gadaj.
- A dlaczego tak dziwnie wygląda ?
- Bo jest przeterminowana i w połowie zjedzona przez robale.
- To po co mi to dajesz ?
- Żeby było zabawnie.
Chwilę dziubał w talerzu widelcem, po czym zapytał:
- Naprawdę to jakiś ferment, czy wszystko jest ok ?
- Dobre to, dobre. Jedz wreszcie !
Oczywiście mój P. nie byłby sobą, gdyby nie poczytał co dziwnego zjadł. Udobruchała go informacja o tym, że tę roślinę uprawiali Inkowie (ach ten umysł inżyniera - poszukuje poszukuje i poszukuje). Gdy siedziałam nad pracą na tym wpisem, zajrzał mi przez ramię, powiedział "O, to to coś dziwnego, co jedliśmy ostatnio ? Dobre to było. Nawet bardzo dobre." I w tym momencie to ja przewróciłam oczami i pobłażliwie się uśmiechnęłam. Gdy zastanawiałam się jak nazwać danie, P. podsunął mi pomysł i tak oto strasznie długa nazwa mi wyszła...

"DANIE Z DZIWNEJ ROŚLINY, KTÓRĄ JEDLI INDIANIE, A MOJA ŻONA ZAPOMNIAŁA, ŻE TO NIE AMERYKA POŁUDNIOWA TYLKO POLSKA I NIE ZASERWOWAŁA MI SCHABOWEGO":
1 szklanka ugotowanej komosy ryżowej
pół awokado
pół pomidora
2 łyżki grillowanej kukurydzy
1 łyżka posiekanego szczypiorku
1 łyżeczka nasion chia
1 łyżeczka nasion sezamu
1/3 cebuli pokrojonej w piórka
3 łyżki octu z czerwonego wina
sól, pieprz

Opcjonalnie: pieczone lub smażone mięso z podudzia kurczaka


Cebulę zalać octem, posolić i docisnąć widelcem do dna miseczki, tak aby pokrył ją ocet.
Komosę ryżową ugotować zgodnie z tym, co napisane jest na opakowaniu. Kukurydzę ugotować - 10 minut w osolonej wodzie, a następnie podsmażyć kolbę na maśle na patelni grillowej. Skroić dużym nożem ziarenka kukurydzy.
Kurczaka posolić i popieprzyć i usmażyć na patelni na złoty kolor. 
Komosę ryżową rozłożyć na talerzu, a na niej ułożyć resztę składników. Pokrojone awokado, pomidora, kurczaka. Posypać szczypiorkiem, kukurydzą, prażonymi pestkami słonecznika, nasionami chia i sezamu. Na koniec rozłożyć na wierzchu cebulę.
Danie wyszło pyszne, mocno warzywne i pełne smaków. Zrobiłam wszystkiego trochę więcej, popakowałam składniki w pojemniki i następnego dnia zmieszałam wszystko jeszcze raz i zapakowałam P. do lunchboxu.


Paulina.

wtorek, 20 września 2016

CREAMY CHANTERELLE MUSHROOM SOUP - KREM Z KUREK

Chyba mamy już jesień - wreszcie zrobiło się chłodniej, ale słonecznie. A gdy temperatura spada trzeba się jakoś rozgrzać po przyjściu do domu. Generalnie nigdy nie przepadałam za zupami, jednak od jakiegoś czasu to właśnie na nie mam ochotę. Ponieważ można jeszcze znaleźć w sklepach kurki, postanowiłam przecenione opakowanie wykorzystać na zupę. Wyszła pyszna - gęsta, aromatyczna i kolorowa :)


KREM Z KUREK:
1 duża marchewka - pokrojona na grubsze plastry
1 duża cebula - pokrojona w piórka
150 g oczyszczonych i umytych kurek + kilka sztuk do dekoracji na talerzu
2 szkl. wody lub bulionu + dodatkowe pół do jednej szkl., którą trzeba będzie dodać do zupy po jej zmiksowaniu
1 łyżka suszonej pietruszki + szczypta,  którą potrzeba będzie do dekoracji
1 łyżka jogurtu naturalnego lub słodkiej śmietanki
1/3 płaskiej łyżeczki soli
1/3 płaskiej łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
szczypta cukru lub innego słodzika

Marchew i cebulę pokroić i ugotować w 2 szkl. wody/bulionu. Gdy marchew zacznie mięknąć (po około 15 minutach od zagotowania), dodać grzyby i pietruszkę.Gotować jeszcze 2-3 minuty, po czym odstawić z ognia i zmiksować ręcznym blenderem. Masa będzie na pewno za gęsta, wiec możemy do niej dodać dodatkową ilość bulionu (pół lub jedną szklankę, w zależności jak gęstą lubicie zupę). Doprawić solą, pieprzem i odrobiną cukru i ponownie zagotować. 
Na talerzu podlać śmietanką i udekorować dodatkową porcją natki oraz kurkami.




A jeśli wyszło wam tej zupy dużo za dużo, zawsze możecie odłożyć 1 chochelkę do miseczki i wykorzystać jako krem do smarowania na kanapki. tylko pamiętajcie, aby zrobić to zaraz po zmiksowaniu, ale przed dodaniem do niej dodatkowej porcji bulionu. Wtedy będzie idealnie gęsta :)


Paulina.

piątek, 10 czerwca 2016

LEKKIE POPOŁUDNIE - naleśniki z zieleniną z lemoniadą z nasionami chia

Mimo, że jeszcze nie kalendarzowe, niezaprzeczalnie lato już tu jest. A gdy jest ciepło i słonecznie, nie mamy zbytnio ochoty na objadanie się, tym bardziej jakimiś tłustymi i mocno energetycznymi produktami. CHcemy zjeść lekko, aromatycznie, świeżo, a to wszystko popić jakimś mocno orzeźwiającym napojem. Dziś więc leciutkie naleśniki z zieleniną oraz odżywcza lemoniada z chia. Lunch lub obiad idealny - sami zdecydujcie do której z kategorii chcecie zaliczyć ten zestaw.

NALEŚNIKI Z ZIELENINĄ:
Ciasto naleśnikowe:
1 szkl. mąki (waszej ulubionej, ja użyłam z ciecierzycy)
1 szkl. wody
szczypta soli

Składniki wymieszać na jednolitą masę, a następnie usmażyć na patelni cienkie naleśniki. 

Farsz:
1 opakowanie ricotty
2 garści liści selera naciowego
garść liści świeżej bazylii
kilka listków świeżej natki pietruszki
garść prażonych pestek z dyni
garść prażonych pestek słonecznika
sól, pieprz
sok z limonki
ewentualnie 1 ząbek czosnku

Naleśniki ułożyć jeden na drugim.
Ricottę wymieszac z solą, pierzem i zmiażdżonym zabkiem czosnku. Posmarować nią naleśnik na wierzchu. Ułożyć liście świeżych ziół, posypać prażonymi pestkami i skropić sokiem z limonki.
Można dodać inne świeże zioła, u mnie dopiero rosną wdonicy na balkonie i są jeszcze za małe, aby szły pod nóż :{

CO DO PICIA? Można zaparzyć dzień wcześniej dzbanek mięty lub pokrzywy i gdy ostygnie, wstawić go do lodówki, aby sie porządnie schłodził. Można też zrobić pyszną lemoniadę z chia
1 cytrynę i 1 limonke pokroić w plastry. Zagotować 1 litr wody, wyłączyć i wrzucić do wrzątku plastry cytrusów. Wymieszać, rozgnieść trochę widelcem plastry, aby puściły trochę soku, ale nie za bardzo, aby nie były poszarpane. Gdy ostygnie, przelać do dzbanka, w którym będą wsypane nasiona chia (2-3 łyżki). Wstawić do lodówki, aby lemoniada się schłodziła. Po przelaniu lemoniady do szklanki można jeszcze do niej dodać trochę świeżego soku z limonki.
Ja swojej lemoniady nie słodzę, ale możecie to zrobić na etapie gotowania wody. 

























czwartek, 21 kwietnia 2016

GREEN NOODLES - PRZEPIS NA ZIELONE KOPYTKA

Od kiedy mój P. przeszedł na dietę paleo, trochę się głowię, co podać mu do mięsa na obiad. Bo przecież nie może jeść codziennie sałaty, a jeśli chodzi o zestaw warzyw do ugotowania na parze lub podpieczenia, nie zawsze są takie w domu (a za marchewką i korzeniem pietruszki to on nie przepada). Kiedy padło nieśmiałe życzenie, że miałby ochotę na żeberka, wiedziałam, że bulwa nie przejdzie, a od sałaty musi odpocząć, bo "nie jestem królikiem". Postanowiłam się schytrzyć i wszystko to co dobre w zielonym dodałam do ciasta na paleo kopytka. 
Mina P. była bezcenna... 
- A co to ? - dźgnął palcem jedno kopytko, gdy wykładałam je z garnka na talerz.
- To kopytka dla mnie. - odpowiedziałam.
- A to ? - dźgnął kopytko na drugim talerzu.
- A to twoje kopytka. Nie widzisz jaki mają kształt, skarbie ? - zapytałam, udając, że nie wiem o co mu chodzi.
- Aha... ? - zniecierpliwił się, po czym zadał kluczowe pytania. - A dlaczego są zielone ? 
Nie musze chyba dodawać, że mina była bezcenna, gdy wymieniłam skład kopytek ? Kolejne pytanie "Jaki jarmuż?" brzmiało już niemal histerycznie... :)

Niemniej jednak, kopytka zostały zjedzone. Niechętnie też przyznano, że są dobre, mimo, że "kolor jakiś taki nieszczególny". A mnie właśnie taki zielony kolorek, świeżutkich kopytek, bardzo odpowiadał ! Przede wszystkim przypominał mi o rozpoczynającej się wiośnie ! A do tego smak był przyjemnie ziołowy. Czego chcieć więcej ?

OBIAD PALEO:

ŻEBERKA:
1,5 kg żeberek

Przyprawy do natarcia mięsa:
1 łyżeczka czosnku mielonego
1 łyżeczka mielonej czerwonej słodkiej papryki
1 łyżeczka mielonego imbiru
1 łyżeczka rozgniecionej białej gorczycy
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki mielonej chili
5-6 rozgniecionych owoców jałowca
pieprz, sól


Wymieszać przyprawy i natrzeć nimi mięso z każdej strony, po czym włożyć je na godzinę do lodówki.

Reszta składników:
2 łyżki oliwy
1 duża cebula pokrojona w drobną kostkę
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanego koperku
1-1,5 l wrzątku 
2 łyżki śmietany 30%
W dużym garnku, o nieprzywierającym dnie, rozgrzać oliwę i usmażyć na niej żebarka - z każdej strony na złocisty kolor. Następnie zalać mięso wrzątkiem - taką ilością, aby woda przykryła mięso. Ilość wrzątku uzależniona jest od garnka, w którym będziecie gotować żeberka. Mój nie był wysoki, ale był bardzo szeroki, więc wystarczył mi zaledwie 1 l płynu.

Do garnka wrzucić posiekaną cebulę, natkę i koperek, przykryć pokrywką i dusić przez 1 godzinę. Po tym czasie sprawdzić mięso (moje żeberka były duże, ale jeśli będziecie mieć mniejsze części, mięso szybciej dojdzie, dlatego po 40 minutach sprawdźcie je). Jeśli żeberka są miękkie, dodać śmietanę, doprawić solą i pieprzem i dobrze wymieszać. Gotowe.

ZIELONE KOPYTKA:
2 garści świeżych liści szpinaku
1 liść jarmużu
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanego koperku
1 jajko
3 łyżki mąki ziemniaczanej
3 łyżki mielonego siemienia lnianego
2 łyżki maki z ciecierzycy
1/5 szkl. wrzątku
sól, pieprz
2 łyŻki starkowanego twardego sera
Jarmuż dobrze oczyścić i ściąć łykowatą część u nasady.
Szpinak, jarmuż, pietruszkę i koperek poszatkować w malakserze. Dodać jajko i zmiksować całość. Następnie przęłożyć zieloną masę do miski, dodać ser, mąkę i siemię lniane, wrzątek, sól i pieprz. Zagnieść. Przepis robiłam "na oko", więc jeśli ciasto jest za wilgotne, dodać jeszcze trochę mąki, a jeśli jest za suche, odrobinę wrzątku. Ciasto podzielić na kilka mniejszych części, każdą uformować w kulkę (dodając ewentualnie jeszcze trochę mąki, aby się nie kleiło i zrobiło elastyczne). Kulka ciasta musi być trochę większa niż piłka pingpongowa. Każdą kulkę rozwałkować dłonią na pasek. W ten sposób powstanie kilka takich pasków, które najlepiej oprószyć mąką i wstawić do lodówki na minimum godzinę.
Po tym czasie pociąć je nożem na kształt kopytek i wrzucić do garnka z gotującą się i osoloną wodą z dodatkiem 1 łyżki oleju. Gotować 2 minuty, czyli do momentu, aż kopytka wypłyną na wierzch.
Do tego jeszcze kwas chlebowy i jest pysznie !

Kopytka odsmażane na drugi dzień też są świetne ! Zróbcie to na masełku i dodajcie kilka listków świeżej szałwii. A na talerzu trochę bazylii. Pychota !
Paulina.

piątek, 8 kwietnia 2016

AROMATIC STEW FOR RAVENOUS ! - Aromatyczny gulasz dla wygłodniałych


Niby jest ciepło i widać, że wiosna już się zaczęła, to jednak ostatnio potrzebuję samych pokrzepiajacych potraw. Nie dość, że do garnka wrzucam na potęgę warzywa, to jeszcze nie mogę się nasycić dobrą mieszanką przypraw - najlepiej taką świeżo ugniecioną w moździerzu. Szaleję za ziarnami kolendry i ich cytrusowym aromatem (przyznam się, że nawet bardziej niż za natką kolendry) i lubią nią nacierać mięsa, dodawać do pulpecików, grillowany warzyw, czy, tak jak w tym tygodniu, do gulaszu. Ale nie jest to przepis na taki zwykły gulasz, tylko trochę taki bardziej orientalny - właśnie ze względu na dobór przypraw. Rozgrzewa, uwodzi nosy i podniebienia, a co najważniejsze, wywołuje ogromny uśmiech na twarzy :) Takie dania, z cyklu pokrzepiającyh, uwielbiam najbardziej. 

AROMATYCZNY GULASZ DLA WYGŁODNIAŁYCH:
Aromatyczna baza ugnieciona w moździerzu:
1 łyżeczka nasion kolendry
1 łyżka sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
1/3 - pół łyżeczki sproszkowanej chili
1 łyżeczka nasion kminu
pół łyżeczki nasion czarnego pieprzu

Warzywa:
1 duży bakłażan - pokrojony w plastry
1 duża cukinia - pokrojona w kostkę
1 czerwona cebula - pokrojona w kostkę 
1 biała cebula - pokrojona w kostkę
1 szkl. ugotowanej ciecierzycy
3 łodygi selera naciowego - pokrojony w kostkę
2 szkl. bulionu (rodzaj zależy od was, może byc też zwykła woda, byle by była gorąca)
1 szkl. soku pomidorowego
pół posiekanej papryczki chili
3 ząbki czosnku - posiekane lub zmiażdżone
250 g pomidorków koktajlowych - całe
2 łyżki posiekanego szczypiorku
2 łyżki posiekanej świeżej kolendry
2 łyżki posiekanej natki pietruszki

sól, pieprz


1. Zanim wrzucimy warzywa, w dużym garnku, który nie przypala, rozgrzewamy 3 łyżki oliwy. Gdy tłuszcz będzie już gorący, wrzucamy mieszankę przypraw i chwilę ją podsmażamy. Nastepnie dodajemy cukinię, seler i ciecierzycę. Podsmażamy 2 minuty, po czym dodajemy cebule. Po kolejnych dwóch minutach, dorzucamy bakłażana. Ponieważ wchłania on wszystko jak gąbka, nie smażymy go długo, tylko zalewamy warzywa bulionem oraz sokiem pomidorowym. Dodajemy czosnek i chili i dusimy na wolnym ogniu przez 10-15 minut. W tym czasie przygotowujemy pulpeciki:

Pulpeciki mięsne:
1 mała kaszanka
tyle samo mięsa mielonego - u mnie byo z indyka, ale rodzaj nie jest istotny
nasiona chia (1 łyżkę suchych nasion namoczyć w 2-3 łyżkach wody)
1 łyżka sezamu
sól, pieprz
1 ząbek zmiażdżonego czosnku
szczypta sproszkowanej chili
1łyżeczka sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki
1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki lub kolendry
1 płaska łyżeczka czarnuszki
bułka tarta - taka jej ilość, aby dobrze związała wilgotną masę mięsną


2. Mięso wymieszać z przyprawami i zagnieść. Uformować małe kulki o średnicy 3-4 cm, po czym podsmażyć je na oliwie na złotobrązowy kolor.

Pulpeciki wegetariańskie:
1,5 szkl. ugotowanej czerwonej fasoli - zgniecionej widelcem
reszta składników taka sama jak przy pulpecikach mięsnych, tj.:
nasiona chia (1 łyżkę suchych nasion namoczyć w 2-3 łyżkach wody)
1 łyżka sezamu
sól, pieprz
1 ząbek zmiażdżonego czosnku
szczypta sproszkowanej chili
1łyżeczka sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki
1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki lub kolendry
1 płaska łyżeczka czarnuszki
bułka tarta 

3. Pod koniec gotowania gulaszu, wrzucić pulpeciki do garnka i chwilę podgotować wraz z warzywami. Dodać całe pomidorki koktajlowe i dusić kolejne kilka minut - niedługo, aż zaczną pękać po bokach.
Gotowy gulasz posypać posiekanymi szczypiorkiem, natką i kolendrą.
Podawać z kuskusem oraz posiekanymi prażonymi migdałami.
Z boku dania można wylać trochę gęstego jogurtu naturalnego.
W wersji ciążowej, lepiej zrezygnować z ostrych przypraw.

Paulina.

poniedziałek, 21 marca 2016

HORSERADISH SOUP FOR EASTER DINNER - zupa chrzanowa


Przed świętami jestem zawsze na fali testowania nowych przepisów. Sobotę rano spędziłam przeglądając swoje stare książki z kuchnią polską i natknęłam się na przepis, który mnie zaintrygował. Jeśli chodzi o zupy, na Wielkanoc nie robi się u mnie w rodzinie jakiś konkretnych przepisów. U mojego męża również. Wiem, że żurek jest taką standardową wielkanocną zupą, ale nawet jego nie ma na naszym stole. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz, a ponieważ robienie żuru trochę mnie odstrasza, znalazłam przepis łatwiejszy, ale zdecydowanie o wielkanocnym smaku. Do tego jest znacznie prostszy i niezbyt wymagajacy, tak więc do na pewno jest godny polecenia dla osób pracujących, z niewielką ilością czasu na przedświąteczne przygotowania.

ZUPA CHRZANOWA:
pół kg ziemniaków
100 g suchej kiełbasy
1,5 l wody
1 korzeń pietruszki
1 marchewka
1 cebula
1 kawałek selera
250 g chrzanu ze słoiczka
50 ml śmietany 30%
pół pęczka szczypiorku
2 listki laurowe
2 ziarna ziela angielskiego
sól, pieprz


Ziemniaki, pietruszke, marchewkę i seler obrać, a potem pokroić. Wrzucić do garnka, zalać wodą, dodać ziele angielskie i listki laurowe. Gotować 20 minut. Cebulę obrać, pokroić w kostkę i zeszklić na patelni. Dodać do zupy i gotować kolejne 10 minut. Kiełbasę pokroić w plasterki, podsmażyć na rumiany kolor na tej samej patelni, na której zeszkliliśmy cebulę.
Z wywaru wyjąć przyprawy, dodać śmietanę i chrzan oraz sól z pieprzem. Zmiksować na gładki krem. Doprawić do smaku, a na talerzu udekorować kawałkami kiełbasy i świeżo posiekanym szczypiorkiem.

Paulina.

wtorek, 15 marca 2016

GREEN EASTER DINNER TART - Zielona Tarta Obiadowa na Wielkanoc

Lubię wymyślać nietypowe dania na Wielkanocny obiad. W tym roku, szukając inspiracji wpadłam na pomysł zielonej tarty - w sumie nie po raz pierwszy, ale co roku go udoskonalam. A że ubóstwiam tarty na słono, cóż, nie zastanawiałam się zbyt długo. Powstała zieloniutka, krucha i smaczna tarta warzywna, do której po jednej stronie dodałam trochę boczku dla mięsożernego towarzystwa. A głeboki kolor uzyskałam dzięki algom - spirulinie, która nie tylko jest bardzo zdrowa, ale i świetnie barwi. To dobry sposób do przemycenia dodatkowej ilości żelaza i białka dla tych, którzy za tym produktem średnio przepadają, ale zjedzenie go dobrze by im zrobiło ;)

ZIELONA TARTA :
Ciasto:
Zagnieść:
1,5 szkl. mąki
1 żółtko
1 łyżka zimnej wody
szczypta soli
150 g zimnego masła

Zielony farsz zmiksować na krem:
kilka ugotowanych ziemniaków (u mnie to były bulwy z dnia poprzedniego)
kilka większych różyczek ugotowanego brokuła
3-4 łyżki szczypiorku
pół posiekanej cebuli
1-2 zabki czosnku
3-4 łyżki posiekanej natki pietruszki
barść liści świeżej bazylii
pół tarkowanej cukinii
1-2 łyżeczki spiruliny
ewentulanie garść liści świeżego szpinaku
2 garśći zielonego groszku - mrożonego lub z puszki
sól, pieprz
otarty tymianek

Na wierzch:
Pół pokrojonej w cienkie plastry cukinii
ewentualnie kilk łyzek pociętego w paski i podsmażonego boczku 

Piec w 200 stopniach przez 35-40 minut.

Paulina.

sobota, 27 lutego 2016

SATURDAY NIGHT FEVER - gorączka sobotniej nocy część 2

Sobota to taki dzień, w którym z P. lubimy sobie dogadzać. Dobry film i domowy fast food idealnie wpasowują się w ramy leniwego wieczoru. Zrobiłam więc ostatnio koftę, domowe frytki (takie są najlepsze!), troszkę podkręconą mizerię oraz pastę z awokado. Wszystko to razem świetnie współgrało, smaki dobrze do siebie pasowały, a mięso na patyku maczane w obu sosach oraz jedzone rękami frytki kojarzyły nam się z zupełną "samowolką". Usiedliśmy przed komputerem, włączyliśmy najnowszy sezon "Wikingów" i niczym Ci barbarzyńcy zabraliśmy się za rozbrajanie naszego posiłku ;) I wiecie co ? Fast food naprawdę powinien być jedzony rękami ! Daje dużo frajdy i naprawdę ma się wrażenie, że jest jeszcze smaczniejszy !

KOFTA MIĘSNA:
Zagnieść w misce:
garść mielonego mięsa - użyłam siekanego z indyka
1 łyżka prażonych pestek słonecznika
1 łyżka prażonych ziaren sezamu
1 łyżka nasion chia
1 ząbek czosnku - zmiażdżony
sól, świeżo zmielony pieprz
1 łyżka posiekanej świeżej kolendry lub natki pietruszki
1 jajko
2-3 łyżki bułki tartej 

Gdy wszystkie składniki dobrze się połączą, wybierać po 1 łyżce farszu mięsnego i formować w dłoniach podłużne grube pałeczki. Każdą nadziać na patyk - może to być długa grubsza wykałaczka, którą powinniście bez problemu znaleźć w większym sklepie spożywczym. Kofty smażyć na rozgrzanej i mocno natłuszczonej patelni grillowej.

KOFTA WARZYWNA ? - oczywiście, że można zrobić i taką. Ja wykorzystuję do niej takie warzywa, jakie lubię dodawać do wegetariańskich kotletów - czyli, fasolę, soczewicę, zielony groszek, trochę ziemniaków, bataty, ciecierzycę, czyli głównie to co bulwiaste lub strączkowe. Najlepiej jednak nie robić z podgotowanych warzyw papki, tylko rozgnieść je widelcem, wtedy uzyskamy lepsza i zwartą konsystencję.

PODKRĘCONA MIZERIA:
Wymieszać w miseczce wszystkie składniki:
pół ogórka - drobno pokrojonego
1 łyżka posiekanej mięty
1 ząbek czosnku - zmiażdżony
1 łyżeczka rozgniecionych w moździerzu nasion kolendry
1 łyżka prażonego sezamu
szczypta soli
2 łyżki jogurtu naturalnego

Wiem, że o tej porze ogórki są "mizerne", ale raz na jakiś czas nic się nie stanie. Ostatecznie można w tym przepisie użyć kiszonego lub konserwowego - też dobre. A zamiast śmietany można dodać majonez lub inny zamiennik.

PASTA Z AWOKADO:
Wymieszać:
1 awokado - miękkie, rozgniecione widelcem
1 ząbek czosnku - zmiażdżony
sól, pieprz
1 łyżka soku z limonki

Zapewne wielu z Was zna już "Wikingów", ale umieszczam trailer dla tych, którzy być może jeszcze się nie zetknęli z tym serialem. 



Paulina.

niedziela, 3 stycznia 2016

A LITTLE BIT OF EVERY... DAY - DECEMBER 2015

Minął grudzień, a wraz z nim kolejny rok, więc oczywiście czas na małe podsumowanie.
Grudniowe poranki - przed 6 P. wychodzi do pracy, a ja nie mogę już zasnąć. Dlatego siedzę owinięta w koc na parapecie i obserwuję jak miasto budzi się do życia. 
To tyle, jeśli chodzi o śnieg w grudniu - cały 1 dzień to trwało ! 
Weekend w rodzinnym Olecku i oczywiście nie mogło się obyć bez spacerku nad jezioro. Było mroźno (to był ten weekend, pod koniec którego padał śnieg),cicho i spokojnie. Idealnie na przechadzkę dla pary, która na spacery musi się zazwyczaj zapuszczać do parku, przy którym ciągle jeżdżą hałasujące samochody..
Okutana Ruda..
Czy wyobrażacie sobie, jakby to pięknie wyglądało, gdyby dookoła był śnieg ? A tak ledwo przymrozek i cieniutka warstwa białości w tle..

Fabryka uszek i pierogów ruszyła... Nie było z nami mojego szwagra - K., który lubi przy takich akcjach rozkręcać związki zawodowe. Dlatego mój P. narzekał, że brat by go wspomógł i za pracę z wałkiem dostałby chociaż miskę ryżu... A tu nic.
Uroczy prezent od szwagierki - A. Te wspaniałe marchewkowe muffiny wyszły z jej studia kulinarnego ATUTY...
Tymczasem spacerując przez Białystok, rozwiązując jednocześnie moje problemy z kręgosłupem, natknęłam się na budynek, którego jeszcze nie widziałam po remoncie (rzadko tamtędy chadzam). 
Przedświąteczny wysyp straganów na rynku stał kilka tygodni. Tylko białego puchu brakowało do tej świątecznej scenerii.
"Robiłaś zakupy? A pokaż co masz w tej reklamówce !"
Zakwas na barszcz robiony prawie na ostatnią chwilę. Cuchnące świństwo, ale zupa z nim naprawdę nabiera głębszego smaku :)
Poranne robienie przedświątecznego keksu.
Gorąca czekolada, keks i zabieram się za pakowanie prezentów.
Już na samym początku czuję, że mogę mieć pewne problemy... Coś czai się w ciemnościach...
Chwila nieuwagi i moja ozdobna wstążka zostaje porwana przez rząd ostrych ząbków osadzony we włochatym ryjku. Zaczyna się pogoń...
Okazuje się, że nie tylko wstążki i kokardki robią na naszej "cholerze" wrażenie. Otóż interesują ją także papier do pakowania prezentów.
I taśma klejąca....
 Z tą ostatnią szybko jednak dochodzi do wniosku, że może lepiej dać sobie z nią spokój, gdy klei się do drobnych włosków przy pyszczku, niebezpiecznie blisko długaśnych wąsów.
Zapakowałyśmy... Nie wiem, kto był przy tym bardziej podekscytowany, a po wszystkim wyczerpany...
Domowe czekoladki zostawione do zastygnięcia. Biała jest z prażonymi migdałami i jagodami goi, a ciemna z pistacjami i płatkami róży.

Domowy Sylwester, spędzony z P., bojącą się fajerwerków Bebe i dobrym jedzeniem. 
Były suszone śliwki zapiekane w plasterkach boczku / serowe ciasteczka / sałatka z makaronem ryżowym, szynką, ogórkiem, koperkiem i majonezem / patera antipasti - suszone pomidory, oliwki faszerowane migdałami, oliwki faszerowane anchois, marynowane karczochy, marynowane serem papryczki chili oraz jabłuszka kaparowe / paluszki chlebowe z rozmarynem / wielki talerz smażonych na maśle z czosnkiem i pietruszką krewet :} 
 Ciasteczka serowe w przygotowaniu.

Po świątecznych przysmakach i sylwestrowych łakociach nie został już żaden ślad, dlatego musiałam się zwrócić ku czeluściom mojej zamrażarki. Wygrzebałam wczoraj kaczkę, co mnie i P. bardzo usatysfakcjonowało :) Zazwyczaj w swoich podsumowujących ostatni miesiąc postach nie daję oddzielnych przepisów, ale to na prośbę jednej z facebookowiczek, która poprosiła mnie o jakąś obiadową inspirację. Więc przedstawiam kaczkę z obłędną soczewicą, zaznaczając jednocześnie, że do tego przepisu można użyć akurat takiego mięsa jakie macie skitrane w swojej zamrażarce ;) Bo tutaj absolutną królowa jest ta fenomenalna soczewica, więc czy będzie to kaczka, czy kurczak, czy kawałek duszonej karkówki lub schabu, to tak naprawdę nie ma znaczenia. Dla nie mięsożerców dobrą wiadomością jest to, że tę soczewicę mogą potraktować jako samodzielne danie - bo sama też jest świetna !
A oto przepis :

CONFIT Z KACZKI Z OBŁĘDNĄ SOCZEWICĄ:
(przepis podobny do tego, jaki Jamie Oliver przedstawił w swojej książce "Kulinarne wyprawy Jamiego", aczkolwiek nieco zmodyfikowany przez rudą kucharkę)

3 marchewki
3 łodygi selera naciowego
2 cebule
2 korzenie pietruszki
1 szkl. zielonej soczewicy (ale równie dobrze może być czerwona)
1 ząbek czosnku
1 l wody lub bulionu

sól, pieprz

Bouquet garni, czyli związane sznurkiem zioła:
świeży lub suszony tymianek
1 liść laurowy
kilka łodyg natki pietruszki

2 łyżki naturalnego jogurtu
1-2 łyżki octu z czerwonego wina
pół szkl. grubo posiekanej natki pietruszki

kacze nogi
kaczy tłuszcz

Jeśli rzeczywiście użyjecie kaczych nóg, musicie się za nie zabrać kilka godzin przed obiadem, ponieważ confit to nic innego jak długie duszenie mięsa w jego tłuszczu. Ja najpierw wytopiłam na małym ogniu tłuszcz z moich nóżek, a następnie zaczęłam w nim "gotować" mięso. Był to kiedyś świetny sposób na konserwację mięsa. Ja robiłam confit tylko z dwóch nóg kaczki, ale zazwyczaj odbywało się ze znacznie większą ilością mięsa. Wiadomo, że wszystkiego się od razu nie jadło - mięso zostawiało się w wytopionym tłuszczu i w ten sposób możne je było bardzo długo przechowywać. Oczywiście confit można zrobić z kaczki, gęsi, a nawet wieprzowiny. 

Soczewica:
Marchewkę, seler, korzeń pietruszki pokroić w dość drobną kostkę. W średnim garnku roztopić 1 łyżkę kaczego tłuszczu i wrzucić do niego warzywa. Po 10 minutach zalać je wodą lub bulionem, dorzucić do nich liść laurowy, całe łodygi pietruszki i tymianku związane razem sznurkiem oraz soczewicę wraz z posiekaną cebulą i czosnkiem - gotować tyle czasu, ile musi się gotować soczewica (zgodnie z instrukcją na opakowaniu, czyli około 45 minut). 

W tym czasie nogi kaczki można wyjąć z wytopionego wcześniej tłuszczu i wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 20-30 minut, czyli po prostu do czasu aż będą rumiane.

Przez te 45 minut soczewica powinna wchłonąć bulion, w którym się gotuje, przybierając konsystencję gęstego gulaszu. Zdejmijcie ją zatem z ognia, wyjmijcie z niej bouquet garni, dodajcie do niej posiekaną natkę (lub tak jak Jamie posiekany szpinak, akurat jego zabrakło mi w moich mrożonych zapasach), doprawcie solą, świeżo zmielonym pieprzem, dodajcie 1-2 łyżki octu z czerwonego wina, zamieszajcie i zacznijcie wykładać na talerze. Jeszcze tylko kleksy jogurtu naturalnego, na wierzchu noga kaczki i danie gotowe.

Smacznego !

Udanego ostatniego dnia długiego weekendu !

Paulina.