Sezon dyniowy jest moim ulubionym, zaraz po truskawkowym. Gdy tylko pojawiają się pierwsze pomarańczowe "głowy" wpadam w istne szaleństwo (już chyba nie raz o tym pisałam). W naszym domu utarła się mała tradycja dyniowych specjałów i nie ma już roku, abym nie zrobiła chlebka dyniowego, dyniowo-żurawinowych scones lub amerykańskiego ciasta na Święto Dziękczynienia (to nic, że u nas nie ma takiego święta, ale ciasto jest wspaniałe!). Dynię wpycham do pierogów, gotuję z niej zupę, a nawet zrobiłam z nią lasagne (co jest mi do tej pory wypominane przez P. - ach ci pomidoro- i mięsożercy). Otwierając dziś na blogu sezon na dynię, skupię się raczej na jej pestkach, aniżeli na miąższu. Przepis będzie dziecinnie prosty, niezbyt wymagający, a do tego smakowity.
PESTO Z PESTEK DYNI:
Zmiksować na gładką masę:
2 szkl. prażonych pestek z dyni
2 łyżki oliwy z oliwek
pół szkl. posiekanej natki pietruszki
szczypta coli
szczypta świeżo zmielonego czarnego pieprzu
To jeden z lepszych makaronów, jakie zrobiłam (bardzo skromnie, wiem). Ale to pesto jest po prostu boskie - ma orzechowy posmak, a podane z samym makaronem, natką i serem sprawia, że danie można jeść bez opamiętania !
Następnego dnia P. robiąc nam kanapki do pracy posmarował tym pesto zamiast masła chleb - był to świetny dodatek do standardowego drugiego śniadania.
Poza tym wykorzystałam je też jako dodatek do pieczonego indyka - tę opcję również polecam.
Paulina.


