czwartek, 19 stycznia 2012

1 CHICKEN PLEASE AND I'LL BE FINE.

Jestem zwolenniczką "znachorstwa". Wychodzę z założenia, że skoro boli mnie żołądek, najlepszym na to lekarstwem będzie kubek świeżo zaparzonej mięty, a nie kupiona w aptece tabletka. Wolę sto razy bardziej zażywać lekarstwa pochodzenia naturalnego, niż osłabiać własny organizm coraz to nowszymi pigułkami, bo na poprzednie już się zdążyłam uodpornić. Podobnie traktuję jedzenie - jak lekarstwo, czasami naprawdę niezbędne, aby lepiej się poczuć. 
Być może właśnie dlatego zafascynowała mnie filozofia i podejście do kuchni oraz medycyny mieszkańców Państwa Środka. Ich tradycja kulinarna idzie ściśle w parze z medycyną. Nie mówię, że przy poważniejszych chorobach, należy się tylko najeść i wszystko samo przejdzie. Jednak nawet w Polsce ogólnie znaną i praktykowaną rzeczą jest traktowanie jedzenia jako lekarstwa. Mój kochany P. na przykład staje się prawdziwym despotką, kiedy choruję i każe mi jeść czosnek na surowo, czasami bez niczego. Gotuje mi też tłusty rosołek z serduszkami biednych kurczątek - nie powiem, przepyszny :] Mama z kolei zawsze mi robiła rosół z ryżem, którego nawet teraz potrafię zażądać, kiedy poczuję się choć trochę źle. Wracając do Chin, naszej drugiej już podróży, ich podejście do kuchni jest niezwykle mądre. Traktowanie jedzenia jako medycyny naturalnej, wydaje się być o wiele lepszym, zdrowszym i ciekawszym rozwiązaniem podczas niegroźnych dolegliwości, niż łykanie raz po raz bliżej nieokreślonych medykamentów. Czy mamy stać się tym społeczeństwem, które na zwykłe przeziębienie bierze antybiotyk, a potem dziwi się, ze choruje coraz częściej? Czy lepiej może najeść się tego czosnku, wypić herbaty z malinami i zjeść na obiad tłusty rosołek? 

Jak twierdzą Chińczycy, wszystko na ziemi składa się z 5 podstawowych elementów. Wody, ognia, drewna, metalu oraz ziemi. Aby równowaga została zachowana, wszystkie te elementy muszą ze sobą współgrać. Podobnie jest z organizmem człowieka. On też ma 5 najważniejszych elementów, których  wspólne działanie razem, powoduje, że ciało funkcjonuje w harmonii. Mamy 5 najszlachetniejszych organów : serce, płuca, żołądek, wątrobę oraz nerki. Jeśli wszystko działa tak, jak należy, człowiek jest zdrowy i zadowolony. Wiele wieków temu, powstała w Chinach filozofia, która istnieje do dzisiaj i która połączyła nierozerwalnie kuchnię z lecznictwem. Aby organizm człowieka funkcjonował prawidłowo, nic prostszego, należy jedynie zdrowo się odżywiać i głęboko oddychać, a dożyjemy późnej starości. Jakie więc z tego wynika motto ? "Nie przejadaj się !". Nie jest to nic nowego, Francuzi też szczycą się posiłkami skąpymi, jednak dość częstymi. Według filozofii Państwa Środka, najlepszym stanem jest właśnie niedojedzenie. Wówczas, nie gnębi nas głód, ale też możemy jasno myśleć - jak wiemy w chwilach żywieniowego upojenia, to jest kultywowania obżarstwa, człowiek staje się przyjemnie senny, a myśli w jego głowie płyną coraz ciężej i wolniej. Wyobraźmy sobie, tak jak tłumaczą to sobie Chińczycy, że Nasz organizm to lutnia, a żyły są strunami. "Aby wydobyć z tego instrumentu czyste tony [...], nad sercem i językiem musi panować ogień, nad nerkami i pęcherzem - woda, nad płucami - metal, nad pęcherzykiem żółciowym i żołądkiem - drewno i ziemia". Zasada ta znalazła swoje odzwierciedlenie w 5 smakach - gorzkim jako ogniu, słonym odzwierciedlającym wodę, ostrym jako metalu, kwaśnym jako drewnie i wreszcie słodkim określającym ziemię.
Co do produktów leczniczych, Chińczycy odkryli ich całkiem sporo. Przy gorączce i infekcjach, czy też stanach zapalnych, kacze mięso, arbuzy, dynie oraz soki owocowe są jak znalazł. Przy przeziębianiach należy spożywać kurczaka, wołowinę, jagnięcinę, wieprzowinę, orzeszki ziemne i korzeń żeń-szenia. Dobre jedzenie jest gwarantem zdrowia, daje nam siły witalne i energię (qi). Czyż to nie piękne podejście?
Na obiad zaserwowałam więc kurczaka szantuńskiego. Mimo, że jestem fanka słonego, jego ostro-słodki smak był niebiański, dawno już nie jadłam czegoś tak pysznego. Przepis, jak wszystkie zresztą, które ośmielam się wypróbować, a które są pochodzenia egzotycznego, jest prosty i niedrogi. Trochę długo się piecze kurczaka, ale zapewniam Was, ze warto czekać na ostateczny rezultat. 

KURCZAK SZANTUŃSKI
1 ząbek czosnku - zmiażdżony
10g startego korzenia imbiru
1 łyżka sosu sojowego ciemnego
1 łyżka sherry wytrawnego (zastąpiłam wodą)
2 łyżeczki ziaren pieprzu syczuańskiego (użyłam kolorowego, świeżo mielonego)
2 łyżeczki oleju arachidowego (użyłam sezamowo-imbirowego, ale myślę, że zwykły też będzie dobry)
pierś z kurczaka

Czosnek, imbir, sos sojowy, sherry, pieprz i olej wymieszać w misce lub naczyniu plastikowym, włożyć do niego pokrojonego na większe kawałki kurczaka, obtoczyć go w marynacie i zostawić w lodówce na noc.
Następnego dnia rozgrzać piekarnik do 220 °C. Brytfankę żaroodporną napełnić do połowy wrzątkiem, umieścić kurczaka na kratce posmarowanej olejem i wstawić do brytfanki (użyłam szpikulców do grilla, które ustawiłam nad brytfanką w piekarniku). Piec kurczaka bez przykrycia przez 1h 20minut (albo jak ja - do miękkości i zarumienienia - niecała godzina). W międzyczasie należy przygotować sos szantuński do kurczaka.

SOS SZANTUŃSKI
1/3 szklanki cukru
1/2 szklanki wody
2 łyżki octu z białego wina
1 świeża mała czerwona papryczka chilli, drobno posiekana

Cukier z wodą połączyć w małym rondelku i mieszać na małym ogniu, aż cukier się rozpuści. Gotować bez przykrycia oraz bez mieszania, około 5 minut. Zdjąć z ognia, wlać ocet i wrzucić posiekaną papryczkę. (Sos wyjdzie przezroczysty, jak zapewne się domyślacie i będzie miał konsystencję wody. Co tu dużo gadać, będzie wyglądał jak woda, w której pływa sobie papryczka chilli. Smak jednak będzie idealny - słodko-pikantny. Polejcie go sobie tyle ile Wam się zamarzy). Gdy mięso będzie gotowe, polać je na talerzu sosem.

Kurczaka podałam z ryżem. Ale w książce, z której wzięłam przepis ("Podróże kulinarne. Kuchnia Chińska") zasugerowano, aby danie jadać z kluskami smażonymi na chrupko. Moim jednak zdaniem pasować do tego będzie również makaron sojowy, posypany ziarnami sezamu.

Kurczak w marynacie.
A oto efekt końcowy.

Smacznego Wszystkim Łasuchom i Fanom kuchni chińskiej ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza