wtorek, 10 stycznia 2012

A LITTLE BIT OF HEAVEN FOR HEAVY MORNING

   Uwielbiam spać. Prawdopodobnie przespałabym większą część mojego życia, jednak Los karze mnie okrutnie i prawie nigdy nie doświadczam tych idealnych nocy i poranków, kiedy mogę nieprzerwanie kultywować moje upodobanie do snu. Albo budzik, albo sąsiadka grająca na pianinie o 7 rano, albo mały sąsiad płaczący o 5 nad ranem skutecznie mi to uniemożliwiają.
    Sami więc chyba rozumiecie powagę sytuacji - śpioch pozbawiony wystarczającej (dużej) ilości snu. W takich sytuacjach humor poprawia porządne, królewskie śniadanie. Osobiście jestem zwolenniczką tych tłustych angielskich, gdzie to na patelnię wrzuca się wszystko i obficie polewa zatykającym żyły tłuszczem. Jednak gdybym praktykowała to codziennie, nie nadążałabym z kupowaniem spodni.
    Poniżej zamieszczam moje ostatnie przepisy na ciężkie poranki. Nie tylko te niedospane, ale też stresujące. Bo czyż nie każdy powód jest dobry, aby znaleźć pocieszenie w cudownej bułeczce kokosowej w zestawie z  czarną jak smoła, pokrzepiającą kawą?
    Ten przepis nazwałam MY COCO-YEAST-SCONES FOR HEAVY MORNING. Nie myślcie jednak, że piekę te bułeczki tego samego ranka, którego zamierzam je pochłonąć na śniadanie. Zapewniam Was, że po 1,5h czekania, aż ciasto wyrośnie, nawet taka rozkoszna bułeczka nie byłaby w stanie poprawić mi humoru. Piekę je zazwyczaj dzień przed, najlepiej w weekend, aby mieć pyszną pociechę w niedzielny lub poniedziałkowy poranek.

CIASTO:
600g mąki pszennej
24g drożdży
1 szkl. letniego mleka
2 jajka
100g roztopionego masła
60g cukru
1/4 łyżeczki soli
Mąkę wymieszać z drożdżami (ze świeżych najpierw zrobić zaczyn). Dodać pozostałe składniki (oprócz masła) i wyrabiać, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Pod koniec dodać masło. Zostawić do wyrośnięcia na około 90 minut.

NADZIENIE:
puszka mleka skondensowanego (ja robię to z połową szklanki zwykłego mleka, wtedy dodaję cukier)
1 szkl. wiórków kokosowych
2 żółtka
2,5 łyżki mąki ziemniaczanej

W małym garnuszku przygotować nadzienie. Najpierw wlać mleko i żółtka, dokładnie wymieszać, a następnie dodać do tego mąkę. Gdy masa będzie gładka, bez grudek, wsypać do niej wiórki. Nadzienie ma mieć konsystencję dość gęstą, aby nie mogło wyciec z bułeczek, tylko ładnie się przypiec.

Gdy ciasto już wyrośnie, podzielić je na 16 równych części, z których należy uformować kulki, jak na bułeczki. Każdą z części rozwałkować. Posmarować nadzieniem (około 1 łyżki) i zawinąć jak naleśnika. Ostrym nożem przeciąć wzdłuż, zostawiając jeden z końców nieprzecięty. Spleść ciasto ze sobą, końcówki zapleść razem i zacisnąć na środku, formując z nich bułeczkę. Zostawić ponownie do wyrośnięcia na 20-30 minut. Przed pieczeniem posmarować jajkiem i posypać wiórkami. 
Piec 20-23 minuty w temperaturze 180°C.
Dla tych, którzy nie chcą się bawić w zaplatanie ciasta, polecam formę tradycyjna, tzn, zrobienie z ciasta normalnej bułeczki z farszem w środku.

Oto wersja dla leniwych.

Jeśli ktoś nie przepada za kokosami, może zrobić bardzo podobny farsz, na przykład cynamonowy lub czekoladowy.

CYNAMONOWY:
puszka mleka skondensowanego lub pół szkl. mleka zwykłego z cukrem (cukier wedle uznania)
opakowanie cynamonu
2 żółtka
2,5 łyżki mąki ziemniaczanej

CZEKOLADOWY:
Tak samo jak wyżej, tylko zamiast cynamonu rozpuścić w garnuszku tabliczkę czekolady. Jeśli czekolada będzie mleczna radzę używać mleka zwykłego z niewielką ilością cukru.


Smacznego Wszystkim Łasuchom i jak najmniej ciężkich poranków !

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza